Pragnę dać świadectwo uwolnienia, jakiego zaznałam w dniu święta Najświętszego Serca Pana Jezusa.
Od kilku lat staram się coraz bliżej powrócić do dawnej więzi z Panem Jezusem. Uleczyć swoje rany i najbliższych, zaznać uzdrowienia i uwolnienia dla nas. Jest to ogromnie trudne i skomplikowane. Postanowiłam odkryć, co blokuje mnie na tej drodze, ponieważ od lat wydawało mi się, że idę drogą miłości, modlitwy, drogą sakramentalną, często wielbiąc Pana w czasie adoracji. Wiele czytałam, uczestniczyłam w rekolekcjach, byłam na mszach św. o uzdrowienie.
Prosiłam nawet o radę osobę świecką znaną z tego, że ma dary duchowe. Pewnego razu powiedziała mi rzecz straszną. Powiedziała, że mam w sobie ogromną siłę zła, ale tak bardzo ukrytą, że trzeba by było sztabu egzorcystów, by ją odkryli i mi pomogli. Byłam przerażona i załamana. Charyzmatyczny ksiądz powiedział mi, że to wierutna bzdura, bo nie mogłabym dobrze czynić i że on zadowolony jest z mojego stanu duchowego.
Czułam jednak, że coś w tym jest. Odczuwałam zbyt wiele załamań psychicznych a raz nawet słysząc bardzo przeklinającą osobę z mojej rodziny, poczułam w sercu nienawiść. Gdy stany załamania psychicznego i duchowego nasiliły się bardzo, znów zadzwoniłam do przyjaciela, który modli się za moją rodzinę i już raz dzięki jego szczeremu zaangażowaniu w chęć niesienia mi pomocy, zostałam uwolniona od ducha rozpaczy (kliknij tu na artykuł: Rycerka Maria z Warszawy: "Po latach udręki uzdrowił mnie jeden akt czystej, bratniej miłości..." ). Tym razem wskazał mi księdza egzorcystę i prawie nakłonił do spowiedzi, bo już nie bardzo wierzyłam, że ktoś może mi pomóc. Dzięki Bogu posłuchałam go.
W czasie spowiedzi ów kapłan spytał mnie czy nie miałam jakiś pretensji do Pana Boga. No cóż, tyle ile mam lat, a mam ich sporo bardzo cierpiałam i nie zawsze je przyjmowałam. Były żale, bunty. No to są najcięższe z grzechów – skomentował i zaraz się ich wyrzekłam. Po powrocie do domu zaczęły się ze mną dziać rzeczy dziwne: jakieś napięcia nerwowe, zaburzenia równowagi. Nie mogłam wykonywać codziennych czynności ani się sobą zająć. Padłam, więc do modlitwy krzyżem, która stała się moją ulubioną modlitwą pokutną i przepraszałam Pana Boga za bunt przeciw Jego postanowieniom. Raptem poczułam nieprawdopodobne żale do Pana Jezusa, przypomniały mi się wszystkie traumy życiowe, nieszczęścia… coś zupełnie obcego wołało we mnie w stronę krzyża - "Nienawidzę Cię, wykończyłeś mnie". Zrozumiałam, że coś się ujawniło, całkiem mi obcego, więc znów zaczęłam przepraszać za ducha buntu, nienawiści i prosić o uwolnienie. Wkrótce wszystko się uspokoiło, ale mój stan psychofizyczny i duchowy był krytyczny.
Ponownie stanęłam w kolejce do spowiednika i opowiedziałam mu, co się stało. Tym razem więcej powiedziałam o tym, jak kilkanaście lat temu w naszym domu pojawił się satanista i stał się prawie jego domownikiem. Razem z córką otwarłyśmy się na jego trudne sprawy, na które się skarżył i otoczyłyśmy go opieką. Wkrótce nasz dom stał się piekłem, a my obie do tej pory nie możemy dojść do siebie zarówno fizycznie jak i psychicznie.
Dowiedziałam się, że „to coś” przeszło od niego, bo nie koniecznie musi dojść do współżycia, by tak się stało, wystarczy otwartość serca. Przez te lata codziennie mogłyśmy być ofiarowywane złemu.
Ksiądz polecił mi post o chlebie i wodzie w piątek twierdząc, że ów post będzie uwalniający. Wreszcie dostałam pozwolenie na post o chlebie i wodzie. Kiedyś inny spowiednik zabronił mi takiego postu, ze względu na stan zdrowia i bóle głowy a następni spowiednicy mimo usilnych moich próśb nie chcieli zezwolić na post. Zezwalali tylko na post od telewizji, komputera, słodyczy itp. Jeden nawet przestrzegał, że taki post może się skończyć tragicznie…
W drugi dzień po spowiedzi był piątek – pierwszy piątek miesiąca, uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa… Dość długo adorowałam Króla Miłosierdzia w Najświętszym Sakramencie w kościele Matki Bożej Łaskawej, oczekując na córkę, która w międzyczasie odbywała spowiedź generalną w tej świątyni. Było mi trudno się skupić, więc tylko powtarzałam Panu, że do Niego należę i nikt nie mógł oddać i ofiarować ani mnie ani córki złemu duchowi… Przypominałam akty oddania się Panu [Bogu], zapewniając, że moje Serce jest Jego i przepraszając za nieuporządkowane uczucia. W pewnym momencie odkaszlnęłam i było po wszystkim!!! Był piątek, a ja byłam na poście o chlebie i wodzie i tak jak zapewniał spowiednik – był to post uwalniający!!!
Nie pozwalajmy się odwieść od postu, bo niektóre duchy można przepędzić tylko [modlitwą] i postem – tak jak powiedział Zbawiciel do swoich uczniów.
Chwała Ci Chryste, nasz ukochany Oswobodzicielu!!!
powrt
