Legion Małych Rycerzy Miłosiernego Serca Jezusowego
Ja was wybrałem i was powołem, potrzebuję was i wzywam.
> Duchowość > Świadectwa > Osobiste
PRZEŻYCIE SĄDU PO ŚMIERCI
powrt
PRZEŻYCIE SĄDU PO ŚMIERCI - PRZEŻYTYCH NA ZIEMI OCZYMA BOGA
Pragnę złożyć świadectwo, którego Pan Bóg dotknął mnie. Ale nim to opiszę co doświadczyłam chcę napisać w jakim wówczas duchu wcześniej byłam.
Miałam 28 lat, kiedy byłam już po rozwodzie. Moje życie było wywrócone. Miałam dobrą pracę, jedno dziecko, mieszkanie i pragnęłam ponownie wyjść za mąż… i mieć prawdziwą rodzinę. Ale pragnienia i poszukiwania czyniłam na własną rękę. Nie modliłam się i nie szukałam wsparcia u Boga. Z biegiem lat okazało się, że moje uczucia bardzo się zmieniły. Stałam się nie tą osobą, która jeszcze wcześniej była pełna złości, wszelkiego zawodu, rozgoryczenia… i to wszystko umykało mi z rąk a wewnętrznie odczuwałam coraz większą pustkę. Ta pustka stawała się coraz głębsza; nie czułam żadnego zadowolenia. Moje życie traciło sens, dni były zwyczajne, szare chociaż po ludzku było dużo radości, ale moje wnętrze czuło przerażającą pustkę. Pewnego razu przyszłam do domu rzuciłam się na podłogę i zaczęłam bardzo płakać i zawołałam: BOŻE JEŚLI TY NAPRAWDĘ JESTEŚ ZRÓB COŚ ZE MNĄ. Odczuwałam głębokie pragnienie przemiany, które stawało się coraz większe. Pragnęłam zerwać z przeszłością, ale o własnych siłach nie potrafiłam. W niedługim czasie po tym wydarzeniu pojechałam na wczasy.
Tam była organizowana wycieczka do Niepokalanowa. Kiedy znalazłam się przed FIGURKĄ NIEPOKALANEJ w muzeum – kaplicy O. Maksymiliana Marii Kolbego nagle poczułam, że moje życie się skończyło. To znaczy nie widziałam tej FIGURKI… Znalazłam się nagle w ciemnej pustej przestrzeni. Ale moja świadomość była bardzo rzeczywista i bardzo głęboka, że moje życie się już skończyło i jestem po drugiej stronie, że to koniec. Wystraszyłam się… i nagle usłyszałam wewnętrznie jakby od wewnątrz (nie jakby ktoś mnie sądził od zewnątrz, ale z mojego sumienia wewnątrz) bardzo wyraźne pytanie: CO JA ZROBIŁAM Z MIIŁOŚCI DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA.
Było to bardzo wyraźne pytanie i nagle zrozumiałam – ja dużo robiłam, ale nie było z głębokiej czystej bezinteresownej miłości. To było coś za coś; a bo to wypadało, albo rewanż, żeby ludzie o mnie dobrze pomyśleli. Opinia zewnętrzna miała dla mnie bardzo duże znaczenie, bardzo zależało mi na dobrej opinii, z tą opinią dobrze się czułam… A tu nagle zobaczyłam, że u Boga takie uczynki nie miały żadnego znaczenia. Była przerażająca pustka, moje ręce były puste, miałam taką świadomość: ,,RĘCE PUSTE,,. Nigdy nie używałam ani nie słyszałam takich słów. Bardzo przeraziłam się i byłam wstrząśnięta tym stanem. Jedno było w głębi wnętrza - zmarnowałam życie!!!... Moje życie nie miało sensu, zniszczyłam je!!!... Zniszczyłam jedyne życie jakie miałam, to było tak bardzo głębokie.
Nagle usłyszałam drugie pytanie: CO ZROBIŁAŚ Z WOLNOŚCIĄ, KTÓRE CI PAN BÓG DAŁ. Miałam dokładne światło, rozeznanie w tym momencie, poznanie dokładnie tego pytania. I znowu następna klęska, ja bałam się wypowiadać to, co czułam jeśli to było sprzeczne w danym otoczeniu, że będę wyśmiana, bo co inni powiedzą, po co się tam wychylać, to niczego nie zmieni, itd… I tak zagłuszałam sumienie ale także przez presje i krzyki innych osób. Dostosowałam się do środowiska, społeczeństwa, często wbrew sobie zaduszając, co czułam w sobie. Z czasem już nic nie odczuwałam i tak zabijałam powoli sumienie. A okazało się tak naprawdę, że ja walczyłam z Bogiem, który chciał mi pomóc. I znowu PUSTE RĘCE i znowu poczucie wstydu i przerażenie. Co ja zrobiłam!!!... a najgorsze to, że ja nie miałam tej świadomości , że wrócę na ziemię a świadomość, że życie na ziemi się skończyło.
Ale znowu słyszę następne pytanie: JAK ŚWIADCZYŁAŚ O BOGU PRZY LUDZIACH. Jak ja mogłam świadczyć o Bogu przy ludziach jak zagłuszałam sumienie. Nie wtrącałam się jak ktoś bronił praw Boga, wiedziałam, że ma słuszną racje ale milczałam nie wypowiadałam się ale ogarnięta lękiem, że będą ze mnie szydzić. I znowu głębokie przerażenie wręcz groza. Nagle patrzę, a ja stoję przy FIGURZE NIEPOKALANEJ tak jak na początku i patrząc na siebie cała dygotałam, moje całe ciało było tak jakby pod prąd podłączone, każda komórka... A moje wnętrze było wypełnione grozą!!!.
TO co przeżyłam i to czego doświadczyłam to na ziemi mówimy: przeżył grozę, tragizm, stres… Ale proszę mi wierzyć, że to czego doświadczyłam po drugiej stronie, to brakuje tego słowa do określenia tego stanu… Najbliższym wyrazem to ROZPACZ, bo tu na ziemi jakieś ma znaczenie na tyle ile doświadczamy, ale tam jest dziesięciokrotnie większe (bez przesady). ROZPACZ była tym słowem, gdzie i tak nie odzwierciedla tego co chciałabym wyrazić.
Minęło od tamtej pory już sporo lat, ale kiedy wspominam ten moment DOTKNIĘCIA mojego sumienia, to widzę, że ten czas się nie skończył. Nie da się wytrzeć z pamięci DOTKNIĘCIA PANA. To wydarzenie zmieniło całe moje życie… Nie mam żadnych wątpliwości, że Bóg istnieje, że prawda jest wielką PRAWDĄ.
Pragnę dać to świadectwo ku refleksji nad własnym dotychczasowym życiem i powiedzieć o prawdziwości tego co doświadczyłam w swoim sumieniu.
Pragnę złożyć świadectwo, którego Pan Bóg dotknął mnie. Ale nim to opiszę co doświadczyłam chcę napisać w jakim wówczas duchu wcześniej byłam.
Miałam 28 lat, kiedy byłam już po rozwodzie. Moje życie było wywrócone. Miałam dobrą pracę, jedno dziecko, mieszkanie i pragnęłam ponownie wyjść za mąż… i mieć prawdziwą rodzinę. Ale pragnienia i poszukiwania czyniłam na własną rękę. Nie modliłam się i nie szukałam wsparcia u Boga. Z biegiem lat okazało się, że moje uczucia bardzo się zmieniły. Stałam się nie tą osobą, która jeszcze wcześniej była pełna złości, wszelkiego zawodu, rozgoryczenia… i to wszystko umykało mi z rąk a wewnętrznie odczuwałam coraz większą pustkę. Ta pustka stawała się coraz głębsza; nie czułam żadnego zadowolenia. Moje życie traciło sens, dni były zwyczajne, szare chociaż po ludzku było dużo radości, ale moje wnętrze czuło przerażającą pustkę. Pewnego razu przyszłam do domu rzuciłam się na podłogę i zaczęłam bardzo płakać i zawołałam: BOŻE JEŚLI TY NAPRAWDĘ JESTEŚ ZRÓB COŚ ZE MNĄ. Odczuwałam głębokie pragnienie przemiany, które stawało się coraz większe. Pragnęłam zerwać z przeszłością, ale o własnych siłach nie potrafiłam. W niedługim czasie po tym wydarzeniu pojechałam na wczasy.
Tam była organizowana wycieczka do Niepokalanowa. Kiedy znalazłam się przed FIGURKĄ NIEPOKALANEJ w muzeum – kaplicy O. Maksymiliana Marii Kolbego nagle poczułam, że moje życie się skończyło. To znaczy nie widziałam tej FIGURKI… Znalazłam się nagle w ciemnej pustej przestrzeni. Ale moja świadomość była bardzo rzeczywista i bardzo głęboka, że moje życie się już skończyło i jestem po drugiej stronie, że to koniec. Wystraszyłam się… i nagle usłyszałam wewnętrznie jakby od wewnątrz (nie jakby ktoś mnie sądził od zewnątrz, ale z mojego sumienia wewnątrz) bardzo wyraźne pytanie: CO JA ZROBIŁAM Z MIIŁOŚCI DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA.
Było to bardzo wyraźne pytanie i nagle zrozumiałam – ja dużo robiłam, ale nie było z głębokiej czystej bezinteresownej miłości. To było coś za coś; a bo to wypadało, albo rewanż, żeby ludzie o mnie dobrze pomyśleli. Opinia zewnętrzna miała dla mnie bardzo duże znaczenie, bardzo zależało mi na dobrej opinii, z tą opinią dobrze się czułam… A tu nagle zobaczyłam, że u Boga takie uczynki nie miały żadnego znaczenia. Była przerażająca pustka, moje ręce były puste, miałam taką świadomość: ,,RĘCE PUSTE,,. Nigdy nie używałam ani nie słyszałam takich słów. Bardzo przeraziłam się i byłam wstrząśnięta tym stanem. Jedno było w głębi wnętrza - zmarnowałam życie!!!... Moje życie nie miało sensu, zniszczyłam je!!!... Zniszczyłam jedyne życie jakie miałam, to było tak bardzo głębokie.
Nagle usłyszałam drugie pytanie: CO ZROBIŁAŚ Z WOLNOŚCIĄ, KTÓRE CI PAN BÓG DAŁ. Miałam dokładne światło, rozeznanie w tym momencie, poznanie dokładnie tego pytania. I znowu następna klęska, ja bałam się wypowiadać to, co czułam jeśli to było sprzeczne w danym otoczeniu, że będę wyśmiana, bo co inni powiedzą, po co się tam wychylać, to niczego nie zmieni, itd… I tak zagłuszałam sumienie ale także przez presje i krzyki innych osób. Dostosowałam się do środowiska, społeczeństwa, często wbrew sobie zaduszając, co czułam w sobie. Z czasem już nic nie odczuwałam i tak zabijałam powoli sumienie. A okazało się tak naprawdę, że ja walczyłam z Bogiem, który chciał mi pomóc. I znowu PUSTE RĘCE i znowu poczucie wstydu i przerażenie. Co ja zrobiłam!!!... a najgorsze to, że ja nie miałam tej świadomości , że wrócę na ziemię a świadomość, że życie na ziemi się skończyło.
Ale znowu słyszę następne pytanie: JAK ŚWIADCZYŁAŚ O BOGU PRZY LUDZIACH. Jak ja mogłam świadczyć o Bogu przy ludziach jak zagłuszałam sumienie. Nie wtrącałam się jak ktoś bronił praw Boga, wiedziałam, że ma słuszną racje ale milczałam nie wypowiadałam się ale ogarnięta lękiem, że będą ze mnie szydzić. I znowu głębokie przerażenie wręcz groza. Nagle patrzę, a ja stoję przy FIGURZE NIEPOKALANEJ tak jak na początku i patrząc na siebie cała dygotałam, moje całe ciało było tak jakby pod prąd podłączone, każda komórka... A moje wnętrze było wypełnione grozą!!!.
TO co przeżyłam i to czego doświadczyłam to na ziemi mówimy: przeżył grozę, tragizm, stres… Ale proszę mi wierzyć, że to czego doświadczyłam po drugiej stronie, to brakuje tego słowa do określenia tego stanu… Najbliższym wyrazem to ROZPACZ, bo tu na ziemi jakieś ma znaczenie na tyle ile doświadczamy, ale tam jest dziesięciokrotnie większe (bez przesady). ROZPACZ była tym słowem, gdzie i tak nie odzwierciedla tego co chciałabym wyrazić.
Minęło od tamtej pory już sporo lat, ale kiedy wspominam ten moment DOTKNIĘCIA mojego sumienia, to widzę, że ten czas się nie skończył. Nie da się wytrzeć z pamięci DOTKNIĘCIA PANA. To wydarzenie zmieniło całe moje życie… Nie mam żadnych wątpliwości, że Bóg istnieje, że prawda jest wielką PRAWDĄ.
Pragnę dać to świadectwo ku refleksji nad własnym dotychczasowym życiem i powiedzieć o prawdziwości tego co doświadczyłam w swoim sumieniu.
Rycerka ze Szczecina ELŻBIETA
powrt
wszelkie prawa zastrzeżone - 2014 - www.mali-rycerze.pl
d&h www.f-ski.pl