SŁOWO” – którego ciemność nie ogarnęła
Był to jeden z wielu dni, kiedy kładąc się spać czuję napływ złych energii a pod powiekami widzę ciemne niewyraźne postacie, które są w ciągłym ruchu. Czasem są to wyraźne twarze, ale zniekształcone grymasem złości albo straszące – przybliżające się nieraz bardzo szybko. Unicestwić je można przez Krew Chrystusa – bardzo się jej boją. Nieraz wystarczy zrobić znak krzyża.
Tamtego dnia było inaczej. Od razu poczułam silny lęk (typowe przy ataku silnego złego). Była to bardzo duża moc „rażenia”. Widziałam bardzo ciemne kłębowiska jakby chmur, które szybko zbliżały się do mnie nasilając swój „ciężar”, który mnie fizycznie przytłaczał. Wstałam i zaczęłam się modlić wszystkimi odpowiednimi modlitwami. Uspokojona położyłam się spać. Akcja zaczęła się od nowa. Znowu modlitwa, gromnica, woda święcona i sól egzorcyzmowana. I znów kolejny atak. Korzystam z oleju egzorcyzmowanego, biorę krzyż do ręki i modlę się – odmawiam słowami serca Drogę Krzyżową. Kolejny atak jeszcze mocniejszy. Podjęłam decyzję; nie kładę się spać. Wstałam i wzrok mój padł na Pismo Święte. Odetchnęłam z ulgą. Wzięłam je i położyłam na piersiach myśląc, że jest to najpewniejsza ochrona. Ale tym razem atak był błyskawiczny i jeszcze silniejszy. I stało się coś co było poza moją kontrolą i zamierzeniem. Również błyskawicznie otworzyłam Pismo Święte. I w tym momencie wszystko pierzchło. Zrobiło się tak „czysto” i przejrzyście. I tak lekko. Powietrzy było jak po burzy – ozonowe. Szczęśliwa choć umęczona zasnęłam z rękami położonymi na otwartym Piśmie Świętym. Kiedy się obudziłam jedna kartka była lekko zgnieciona. Przeczytałam na tej stronie tam gdzie padł mój wzrok: „... i wróg został pokonany” (nie pomyślałam wtedy żeby zapisać ten werset w całości).
Od tego dnia mam zawsze Pismo Święte otwarte na stronie ostatniego czytania i mam już święty spokój, a wspomagającą siłą jest medalik św. Benedykta umieszczony nad głową i krzyż z Jezusem na szyi.
A SŁOWO STAŁO SIĘ CIAŁEM… i wroga pokonało.
mr Ela z Głuchołaz
powrt
