Legion Małych Rycerzy Miłosiernego Serca Jezusowego
Ja was wybrałem i was powołem, potrzebuję was i wzywam.
> MR za granicą > Hiszpania > Rycerka Teresa
Autoprezentacja - świadectwa
powrt
Szczęść Boże.
Nazywam się Teresa Maria Polak. Mieszkam w Hiszpanii.
Od lat moje życie wypełnia modlitwa. Jest ona głównym zajęciem w moim życiu. Tak jak i moja głęboka wiara w Boga Trójjedynego. Od lat poszukuję swojego miejsca na ziemi, gdzie mogłabym wypełnić do końca wolę Ojca.
Od małej dziewczynki w moim życiu dzieją się różne rzeczy natury chrześcijańskiej. Już, jako mała dziewczynka 3 może 4 letnia, na mojej drodze stanął Pan Bóg. Wtedy tego nie rozumiałam wogóle dopiero po bardzo długim okresie w swoim życiu, dokładnie po kilkudziesięciu latach to zrozumiałam.
Po paru latach od tamtego zjawiska miałam znowu widzenie Maryi, dokładnie Matki Bożej Fatimskiej na naszym drzewie kasztanowym, które rosło koło domu, gdzie mieszkałam na wsi. Maryja Fatimska z dwunastoma gwiazdami, z różańcem w ręku, w cudownej białej sukience. Tego się nie da nigdy zapomnieć. Ja byłam małą dziewczynką, nie wiedziałam że istnieje ktoś taki, jak Matka Boża Fatimska, nawet w domu nie słyszałam. Widziałam w kościele obraz Matki Bożej, po latach dowiedziałam się, że to jest Matka Boża Nieustającej Pomocy. W domu na ścianie też były święte obrazy, ale nikt nie wymieniał, że to jest Matka Boża Częstochowska, a ta to inna. Ale nie widziałam ani domu, ani w kościele Matki Bożej Fatimskiej.
Gdy opowiedziałam mojej mamie o tym, że widziałam kogoś „TAKIEGO” mama mi powiedziała: „lepiej idź się bawić a nie opowiadasz głupoty”, - martwiła się o mnie, bo słyszałam jak powiedziała, że mam bujne wyobraźnie, co to ze mną będzie. Ale za rok, może dwa, wtedy nie przywiązywałam żadnej wagi do tego, jaki to okres, ani ile czasu minęło, ale za jakiś czas poszłam do szkoły – zaczęła się religia, i przygotowywania do I Komunii Świętej. Tego nigdy nie zapomnę. Ja pomimo, że miałam 3 km do kościoła na religie, biegałam z chęcią na te spotkania. W kościele bardzo przeżywałam każdą mszę, choć nie wiedziałam, co się takiego dzieje ze mną, bo ja się tak dobrze czułam w tych miejscach. Jednak chcę dokończyć zdanie, bo odbiegłam od tematu. Gdy zdawałam pierwszy egzamin z materiału, jaki przygotowywaliśmy do I Komunii Świętej, jako jedyna wtedy z bardzo dużej grupy dzieci (bo chodziło nas z 3 miejscowości do kościoła i tak samo ze wszystkich tych miejscowości przychodziły dzieci) zdałam najlepiej egzamin i za pierwszym razem.
Wtedy dostałam obrazek za to właśnie z tą piękną kochaną moją Matką Boską Fatimską, którą widziałam u nas na kasztanie. Ona do mnie nie mówiła nic.
Zresztą chcę opisać wiele takich zdarzeń moich i tylko dwukrotnie miałam słowa powiedziane i raz napisane podczas takiego widzenia i to też było tak, że zaczął ktoś pisać, ale momentalnie w tym samym czasie została tylko część zdania a następna część została mi zakryta.
Potem po tym wydarzeniu z I Komunią św. i tymi dwoma widzeniami była przerwa… i to długa aż do momentu, gdy miałam 20 lat… i miałam taki nieprzyjemne zdarzenie w moim w życiu.
Chodził za mną chłopak i nie dawał mi spokoju za wszelka cenę chciał się żenić ze mną. I wtedy u nas w Zgłobni, w parafii były rekolekcje i ja biegałam po pracy na te rekolekcje. I jednego dnia po takiej ostrej wymianie zdań z tym chłopcem, zostałam po mszy w kościele. Podeszłam do obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy i modliłam się z prośbą, ze łzami w oczach i tak od serca, żeby pomogła mi w wyborze mojego życia: czy mam zostać żoną tego chłopaka, którego tak naprawdę się bałam, czy może zostać siostrą zakonną, czy jeżeli to ma być inny mężczyzna, to żebym go w miarę szybko poznała. Niesamowite, cud się dokonał natychmiast. Po dwóch dniach poznałam mojego obecnego męża. Po dwóch tygodniach daliśmy na zapowiedzi, a po czterech miesiącach braliśmy już ślub kościelny. Ale szczęście nie trwało długo… Po 6 latach miałam już córeczkę, zachorowałam bardzo na nowotwór żołądka. Zaczęto mnie leczyć… szpital… chemia. W międzyczasie dowiedziałam się że jestem w stanie błogosławionym. Lekarz natychmiast kazał usunąć dziecko, ale ja się nie zgodziłam, przerwałam leczenie… wróciłam do domu. Ale lekarz ordynator prosił mnie, abym przychodziła pokazywać się na badania kontrolne. Przepisał mi jakieś leki, a nawet powiedział, że jedzie na wczasy do Bułgarii i stamtąd przywiezie mi inne leki wysuszające guzy. Zgodziłam się, ale jak zobaczył to ginekolog powiedział mi, że dziecko po chemii i po tych lekach urodzi się niepełnosprawne fizycznie i umysłowo. Na udowodnienie tych słów dał mi przeczytać w książce medycznej, co pisze na ten temat. Ja się pomimo tego nie zgodziłam na aborcje. Wróciłam do domu… płakałam. W tym czasie przyszła sąsiadka do mnie i się pyta o powód. Odpowiedziałam jej o moim nieszczęściu, a ona mówi: „dziewczyno, moja znajoma ma takie dziecko niepełnosprawne, to teraz wyszłaby na najwyższy szczyt i zrzuciłaby go na dół, bo ma dość. Usuń”. Ja mówię nie! Na drugi dzień rano ubrałam się i pojechałam do Maryi, do Częstochowy. Wróciłam szczęśliwa i już wiedziałam, że na pewno urodzę. Obojętnie, co będzie...
Urodziłam syna 4,75 kg, który miał pozatykane wszystkie otwory, jakie są, uszy oczy, „wisiorek”… Po rozmowie z księdzem, powiedział mi tak: „Tereso to Pan go chronił przed tymi lekami, przed tą chemią…” Dlatego, gdy to wszystko ponacinano i wyleczono inne sprawy, dziecko przestało płakać. Siedem miesięcy nie spalam po porodzie, ale dziecko jest dziś zdrowe… ma 27 lat, jest normalny. Skończył szkołę, ma dziewczynę i planują ślub kościelny.
Mamy trójkę wspaniałych dzieci. Ale nasze życie naznaczone jest chorobami, przez które przechodzimy radośnie, z pokorą i dziękujemy Bogu za każdy dzień, za to, że żyjemy zgodnie z przykazaniami Bożymi.
Opowiem jeszcze o paru moich przypadkach z widzeniami. Gdy miałam dwójkę moich dzieci (córkę i syna) jeszcze małymi, byłam z nimi u rodziców na wsi i poszłam z nimi na spacer w pole, gdzie było posiane wtedy zboże a z drugiej strony rosły buraki. Była piękna pogoda słoneczko i dzieci bawiły się, bo przy drodze była łąka. Syn biegał za motylem, a córka zbierała kwiatki na wianek. Nagle zobaczyłam na górze tego pola, (bo to była taka górka dosyć wysoka), Krzyż… Olbrzymi Krzyż z figurą Chrystusa. Niesamowity deszcz z gradem na przemian padał na ten Krzyż i ja tak jakbym usłyszała w sercu słowa: „Uciekaj stąd”. Nie wiem, co to miało znaczyć, choć jak po namyśle, to pewnie wiem, co to oznaczało.
Po powrocie do Bytomia, (bo tam mieszkałam po ślubie), jakiś czas znowu nic się nie działo, aż do momentu, gdy modląc się (a często modliłam się w pokoiku dzieci jak zasnęły i miałam okno przed sobą) patrzyłam się w to okno i nagle zobaczyłam Maryję. Matka Boża była w białej szacie, schodziła z nieba i nagle zobaczyłam ten napis, co pisałam wcześniej: „ZA ROK i 27 DNI”. Tylko tyle pisało. Było coś więcej, ale natychmiast zostało to zamazane. Był to rok 1995, 27 Marca. Do dziś pamiętam to zdarzenie i wiem, co ono oznacza.
Zawsze miałam swoich spowiedników, czy mieszkałam u siebie na wsi w Błędowej czy potem na Śląsku w Bytomiu, tam była moja parafia pw. Św. Anny a proboszczem był ks. Antoni Żelasko. Często z nim rozmawiałam o tym wszystkim. Oprócz takich widzeń to bardzo często miałam inne, ale to już nie były widzenia tylko sny, ale i o tym rozmawialiśmy. Za jakiś czas, również podczas modlitwy, zobaczyłam na pięknej chmurce św. Annę, o czym też poinformowałam naszego księdza. Nie umiałam sobie tylko wytłumaczyć tego, że te osoby, co widzę nie przedstawiają mi się, a ja wiem, kto to jest.
Po tym okresie miałam następne, stałam w kuchni, gotowałam obiad i nagle w oknie stanęła siostra Faustyna, taka duża i popatrzyła na mnie z takim pięknym wzrokiem. Od tego czasu jakby wlała we mnie modlitwę… dokładnie Koronkę do Bożego Miłosierdzia… po prostu umiałam ją nie wiedząc skąd. Pobiegłam do kościoła i mówię ks. proboszczowi, a on mi na to: „no widzisz Tereniu, musisz się modlić… Na dolnym kościele mamy obraz siostry Faustyny i obraz „Jezu Ufam Tobie”, więc musisz tam chodzić. Możesz poprowadzić modlitwy w piątki – nie chciałabyś?” Na te słowa księdza natychmiast się zgodziłam. Potem jak rozmawialiśmy to było takie dziwne uczucie, że coś się będzie działo, że musimy się wszyscy w parafii może modlić… Nie wiedziałam, o co chodzi. Najpierw była św. Anna potem siostra Faustyna. I faktycznie za jakiś czas zachorował nasz ks. Proboszcz na raka jelita grubego i modliliśmy się wszyscy. To był pierwszy ksiądz, który objął budowę kościoła po nieszczęśliwym wypadku śmiertelnym, gdzie wyjeżdżał właśnie z tej budowy ks. prof. Wacław Schenk. W bardzo szybkim tempie budował wraz z ludźmi jednakowo… nie oszczędzał się ogóle a przy tym wszystkim całym zaangażowaniu w budowę był niesamowitym księdzem z prawdziwego zdarzenia. Widział Chrystusa w każdym człowieku, widział każdego potrzebującego, widział bezdomnych, karmił ich. Rano kolejka ustawiała się pod drzwiami plebani. Tu trzeba by było osobno opisywać jego osobę i charyzmę, jaką miał. Ale wtedy uszedł z życiem. Po operacji natychmiast wrócił do kościoła, do modlitw odprawiania mszy. Dziękowaliśmy Bogu.
Ale ja również zachorowałam. Zachorowałam na nowotwór… w samy środku rdzenia kręgosłupa miałam guza i zaczęło się… Miałam przecież trojkę dzieci i było nam cały czas bardzo ciężko. Mąż miał wcześniej wypadek. Znalazłam się w szpitalu… pierwsza operacja… Lekarz, który mnie operował powiedział do męża i dzieci: „Jeżeli żona przeżyje to będzie roślinką”. Po operacji obudziłam się, ale roślinką nie byłam. Dochodziłam bardzo szybko do siebie. Pojechałam do Rept na rehabilitacje. Wróciłam do domu i dalej się rehabilitowałam już w domu. Po 10 miesiącach guz z powrotem wrócił… urósł jeszcze większy niż za pierwszym razem. Był… i znowu trzeba było go usuwać, ale tym razem lekarz doktor Pieniążek również powiedział z całą stanowczością: „za pierwszym razem jakimś cudem się udało, ale dalej proszę na to nie liczyć, bo to jest rdzeń a tu się cuda nie zdarzają”.
No więc znalazłam się w szpitalu wtedy już znałam siostrę Faustynę i Koronkę do Bożego Miłosierdzia, którą tak chętnie propagowałam wszędzie, gdzie się dało. Rozdawałam obrazki, na sali. Wówczas leżała stara babunia, miała nowotwór w mózgu głęboko i też szła na operację. I ja jej mówię o Koronce, ale ona mówi, że nie zna takiej modlitwy więc chciałam jej dać obrazek z modlitwą, ale ona mówi, że nie widzi przez tego guza.
Wiec obiecałam jej, że będę się modlić za nią. Osoby w jej wieku po takiej operacji albo ogóle nie wychodziły albo w pierwszej kolejności wracały na OJOM. Ona nie. Ona pomimo, że się pożegnała ze wszystkimi, że umrze, to jeszcze zaraz po operacji wróciła na sale w super stanie. Wiedziałam i czułam, że to Jezus Miłosierny… jego miłosierdzie działa już i przyszła kolej na mnie. Poszłam na tą druga operację, ale się wtedy już bałam, bo ze mną były tylko same dzieci, ponieważ mąż wyjechał do Hiszpanii za pracą i pieniędzmi, bo nam brakowało na wszystko. Nie mieliśmy nawet na jedzenie. A wtedy nie było tak jak teraz, że wsiądzie w samolot i przyjedzie… zadzwoni, kiedy chce. Bo samoloty były drogie a żeby pojechać do Hiszpanii do pracy i wrócić można było raz w roku na dwa tygodnie.
Bardzo się bałam, ale oddałam się Panu, Miłosierdziu Bożemu poprzez wstawiennictwo siostry Faustyny i pojechałam na salę operacyjną. Dzieciom nie kazałam przychodzić w ten dzień żeby się nie martwiły i nie ciągły mojej małe najmłodszej córeczki.
Byli tacy, co się modlili za mną… i ks. proboszcz oraz ks. Artur Sepioło, ks. Eugeniusz Krzyżak. Ze wszystkimi sakramentami poszłam na operacje, która trwała jeszcze dłużej. Pierwsza miała 16 godzin a druga 19, ale wyszłam tak samo jak po pierwszej, choć były większe kłopoty z wybudzeniem mnie. Jak ja się obudziłam, to było już dwa dni po operacji. Byłam strasznie obolała. I nie wiem jak to wyglądało, ale prawdopodobnie miałam śmierć kliniczną (a może tak się mi wydaje). Ale byłam jakby w niebie. Najpierw szłam w górę, w górę… w końcu znalazłam się na samym szczycie i zobaczyłam cuda… Niesamowicie piękne kwiaty, jasność a wszystko rosło nie w ziemi a w atłasach, ale to coś pięknego nie do opisania. W pewnym momencie nie mogłam wejść dalej, żeby podziwiać. Przed tym cudnym ogrodem rosło ogromne drzewo, piękne zielone i nagle z tego drzewa wyłonił się starszy piękny Pan, który mi powiedział: „Daję ci nowe życie” i wróciłam.
Po operacji i po rehabilitacji w ciągu dnia leżałam w łóżku, gdzie z tyłu za moją głową na ścianie wisiał obraz „Jezu Ufam Tobie”. W mieszkaniu nie było nikogo, bo dzieci były w szkole a ta najmłodsza ciągle uciekała z domu na podwórko, choć ja prosiłam, żeby była przy mnie, bo ja nie chodziłam tylko leżałam... I nagle czuję na sobie ogromne ciepło, ale to był gorąc niesamowity i bardzo przyjemny. Obracam się lekko… a to z rąk Pana Jezusa wychodzą te promienie z tym ogromnym ciepłem, które czułam. Wszystko naraz: miłość, miłosierdzie, dobroć… i mówię: O MÓJ JEZU, MÓJ KOCHANY JEZU. JAK CI MAM DZIĘKOWAĆ, CO MAM ZROBIĆ – A JEZUS MÓWI TAK: „POMAGAJ LUDZIOM”. To były tylko takie słowa - i choć zapytałam: „Ale jak?” nie dostałam odpowiedzi.
Następne widzenie było w niedługim czasie. Jednego razu w nocy przebudziłam się i nagle zobaczyłam – MARYJĘ – ale taką dziwną, że nie widziałam do tej pory Takiej Matki Bożej, ale wiedziałam, że to Maryja. Dopiero po trzech latach dowiedziałam się, co to za Matka Boża i dlaczego tam wówczas do mnie przyszła. Jak byłam po operacji mój mąż miał wolne od pracy i poszedł w Hiszpanii do Sanktuarium Maryjnego w Saragossie, to taka słynna bazylika i tam jest Matka Boża de Pilar. Tam się modlił i prosił o moje zdrowie przez 24 godziny i dlatego Maryja była u mnie właśnie w ten dzień.
Po dwóch latach od tych zajść miałam jeszcze jedno widzenie, ale w nocy i też się obudziłam wcześniej i nagle w mieszkaniu zrobiło się bardzo niebiesko i dziwnie jasno jakby samo niebo weszło do pokoju. Wtem zobaczyłam Pana Jezusa schodzącego z Nieba, takiego jak jest na obrazach w kościele w Łagiewnikach. Ale też nic nie mówił, to były te piękniejsze widzenia, ale miałam też w tym niedługim czasie inne widzenie… straszne… mianowicie wyszłam na balkon, bo mnie ktoś ciągnął jakby, żebym wstała i wyszła. Zobaczyłam jakby obrazy, to było straszne… Na niebie trwała walka… straszna walka. Byli żołnierze na białych koniach i na czarnych – w zbrojach i walczyli. Co jakiś czas pojawiała się Maryja, Pan Jezus, święci. Ja tego nie umiem namalować. Ale gdyby był ktoś, kto umie malować, to nie idzie tego zapomnieć. I to samo 3 krotnie mi się pokazał ten sam widok – obraz i trwało to dosyć długo. Jak to widziałam, to jakbym czytała apokalipsę św. Jana.
I widziałam jeszcze jeden obraz: ogień… ale taki straszny ogień… jakby się paliła ziemia i ten ogień wychodził spod ziemi i wszystko się paliło nie było nic widać tylko ogień… i ogień…
A potem wyjechałam z najmłodszą córką do męża do Hiszpanii, bo otworzyli nam granice i można było wyjeżdżać właśnie do Hiszpanii. Co przeszłam to inna droga, za którą dziękuję Bogu, za każdy dzień.
W Hiszpanii, tu gdzie mieszkam, do dziś też mam widzenia. Tu w Hiszpanii widziałam potop i nie wiem czy to był ten, co to dwukrotnie się stało, czy to było to, co było w Chinach.
Ale miałam jeszcze inne widzenie jak z gór pędziła woda i zabierała wszystko po drodze razem z tymi górami, lasami, domami, samochodami, dziećmi i jakieś inne rzeczy pływały. My mieszkamy w takiej małej miejscowości wśród gór i to wszystko płynęło i w tym czasie jak na to patrzałam, to zobaczyłam jakby płody dzieci w tej wodzie. Potem podczas modlitwy wydawało mi się, że właśnie to były grzechy nas wszystkich i grzechy za te wszystkie aborcje.
Miałam jeszcze dwukrotnie coś takiego dziwnego. Raz jak byłam mała może miałam z 6 lat szłam z rodzicami, babcią, dziadkiem i ciocią. Nagle słyszałam straszne wołanie: Mamo!!! Mamo!!! Mówię do mamy: słyszysz? Mama mówi, że nie. Babcia też nic nie słyszy i każdy mówi, że nic, że coś mi się przewidziało, ale ja to słyszałam i nie przewidziało mi się. Wtedy pomyślałam, jako dziecko, że pewnie dzieci w lesie wołają mamy. Tak pewnie na rozum dziecinny myślałam, ale to się powtórzyło. Niedawno dosłownie tak samo jak wtedy. W moim życiu wiele razy uratowałam dzieci od aborcji. Jedno to mam takie jak swoje dziecko, bo obiecałam tej mamie, że jej pomogę wychowywać i tak się stało, że jak się urodziła i dziecko miało 1,5 roczku to mam zmarła. Zostawiła dwójkę dzieci jedno 9 letnia córeczkę a druga ta mała. Tak się stało, że oni przed śmiercią zamieszkali w naszej klatce i ja musiałam wypełnić obietnicę.
Jeszcze na koniec: w styczniu tego roku w nocy ktoś mnie obudził i usiadłam na łóżku. Nagle wyciąga ktoś rękę i daje mi serce w koronie cierniowej, takie same jak jest na obrazkach. Ja wzięłam, ale tym kimś był sam Pan Jezus a 24 lutego przyszedł św. Jakub w zbroi. Nie wiem, o co chodzi. Szukałam w Biblii, bo Serce Pana Jezusa przyjęłam.
Miałam jeszcze trzy zdarzenia, które nie opisałam. Jedno w roku 2004 w niedzielę poszłam na mszę do kościoła, a w dodatku byłam trochę zła, bo dzieci spały i żadne nie chciało się obudzić, żeby pójść ze mną i wogóle żeby wstać i pójść do kościoła, bo dzień wcześniej siedziały długo, grały w jakąś grę. W końcu ubrałam się i poszłam sama. Weszłam do kościoła – wszystkie ławki już były pozajmowane. Ale w drugiej ławce na przodzie było miejsce, gdzie siedziały dwie babcie, koło których nikt nie chciał nigdy siadać. Byłam bardzo zmęczona i nie patrzyłam na nic tylko usiadłam i koło mnie było jeszcze miejsce. Uklękłam i zaczęłam się modlić i dziękować za wszystko jak zawsze… i dziękować, że przyszłam na msze św. Tak się modlę i rozmawiam z Panem Jezusem… Mówię: Panie Jezu całe życie sama z tymi dziećmi, tak mi ciężko… Nikt mi nie pomaga… Męża ciągle nie ma w domu… Dosłownie tak Mówię i nagle koło mnie staje Pan Jezus w białej jak zwykle szacie i mówi: „PRZECIEŻ NIE JESTEŚ SAMA. ZAWSZE JESTEM Z TOBĄ” Zrobiłam szum, bo chciałam się posunąć, aby Pan Jezus usiadł koło mnie. Chciałam przywitać się z nim… Zrobiłam się radosna a ludzie wokół patrzyli na mnie jak na dziwaka. Zrozumiałam, że tylko ja go widzę. Do ławki podszedł jeszcze ojciec z synem, ale nie usiadł przeszedł na drugą stronę i stanął a dziecko posadził na schodkach i nie wiedziałam czy widział kogoś koło mnie i nie usiadł czy o coś innego chodziło. Ale byłam taka szczęśliwa – całą mszę. I z radością przyjmowałam Komunię św.
Drugie zdarzenie miałam w Dąbrowie Górniczej pojechałam ze znajomą na mszę uzdrawiająca i tam podczas przeistoczenia nagle zobaczyłam Pana Jezusa jak wyciąga ręce. Jedną kładzie na głowie człowieka – mężczyzny a drugą go błogosławi. Nie wiem, kim był ów człowiek, bo przy ołtarzu nie było nikogo więcej oprócz tego kapłana i dwóch ministrantów. Po mszy opowiedziałam to księdzu. Nic nie odpowiedział…
A trzeci raz było w Barcelonie. Po mszy. W trakcie mszy świętej, już pod koniec po rozdaniu Komunii św., wszyscy byli w ławkach, modlili się, śpiewali pieśni i nagle patrzę jak Pan Jezus wychodzi z ołtarza i idzie przez środek kościoła w stronę drzwi. Miał bardzo smutną twarz.
To tyle moich widzeń. Poza tym bardzo często mam sny niemalże prorocze takie, co się spełniają i bardzo się boję, bo wiele mam takich, co nie dotyczą tylko mnie.
Ale dziś trafiłam na stronę Małych Rycerzy Miłosiernego Serca Jezusowego i czytałam z taką szybkością i zachłannością… Ja tak od dawna czytam, bo szukam różne artykuły na temat św. Faustyny czy Bożego Miłosierdzia. Założyłam dwie strony: dwa profile o Bożym Miłosierdziu i prowadzę je. Od dawna rozdaję obrazki Jezusa Miłosiernego i mówię o Bożym Miłosierdziu. Od momentu jak przyjechałam w 2005 roku do Hiszpanii rozdałam tysiące obrazków z Miłosierdziem Bożym z podpisem „Jezu, ufam Tobie”. Kupowałam obrazy Bożego Miłosierdzia i ofiarowałam w kościołach. Od roku mieszkam w takiej małej miejscowości, gdzie nie ma obrazu i ludzie nie słyszeli o kulcie Bożego Miłosierdzia. Tak bardzo bym chciała ofiarować tam obraz, ale teraz nie mam za co kupić. Nawet obrazki, które kupuję w języku hiszpańskim, czy katalońskim od Filipińczyków jest już mi coraz trudniej kupić, bo mąż nie pracuje od trzech lat. Ja mam tylko rentę, więc coraz rzadziej kupuję, ale jak tylko mam okazje to to robię.
Ale wracając do mnie, to po tym, co się wydarzyło w moim życiu i po tym jak w styczniu odebrałam Serce Pana Jezusa w koronie cierniowej i po tym jak trafiłam na ten wasz profil dziś tu na tej stronie:
http://www.malirycerze.koszalin.opoka.org.pl/start/index.php/pl/o-nas?start=2 (tej domeny już nie ma; obecna domena witryny Legionu Małych Rycerzy MSJ to: mali-rycerze.pl )
to momentalnie chciałam do Was biec. Teraz wiem, co dla mnie Pan Jezus tak długo przygotowywał a jeszcze, żeby nie tylko to miało miejsce to jeszcze przeczytałam tu że założycielką była Zofia Grochowska, a ja o niej kiedyś czytałam, ale to było naprawdę paręnaście lat temu i wtedy to pisało nie najlepiej o niej a ja w nią wierzyłam, bo to, co czytałam sama przechodziłam i waśnie to, co ona pisała wtedy ja miałam takie same sny. Kochani ja to wszystko wzięłam sobie dziś tak bardzo do serca i wiem, że muszę być taką rycerką Bożego Miłosierdzia, bo ja jestem nim od lat… od bardzo wielu lat. Ilu ludziom ja mówiłam a ile ludzi z moją pomocą odzyskało wiarę dzięki Bożemu Miłosierdziu. Ilu ludzi powróciło i odmawia Koronkę do Bożego Miłosierdzia w każdym zakątku świata.
Choć tu mi jest ciężko nie ma takiego dostępu jak w Polsce do niczego. Ale jest ten internet i dzięki niemu mogę mówić i pisać o Bożym Miłosierdziu. Ostatnio miałam nalot na moją stronę Bożego Miłosierdzia. Sama nie wiem, kogo i co oni wypisywali i jakie obrazki dawali, ale to było jednorazowe – mam nadzieję. Siedziałam dzisiaj i usuwałam całą noc, bo dziś siedzę z radością i piszę do Was. A ile jeszcze nie napisałam.
Ja bardzo dziękuje, jeżeli ktoś to odczyta i bardzo bym chciała uzyskać odpowiedź: czy będąc w Hiszpanii i mieszkając tu: czy ja mogę zostać taką małą rycerką Bożego Miłosierdzia na tym terenie… w całej Hiszpanii. Co ja mogłabym zrobić jak uzyskać taki status Małego rycerza i jak dostawać w języku hiszpańskim i polskim, bo przecież tu są również Polacy jakieś artykuły? Bardzo proszę was o pomoc i odpisanie mi na moją prośbę.
Podam może stronę, jakie prowadzę:
https://www.facebook.com/pages/Bo%C5%BCe-Mi%C5%82osierdzie/1404671679756853
druga to jest strona otwarta tam mogą pisać wszyscy:
https://www.facebook.com/groups/590580017649106/
prowadzę też stronę: Modlitwa Matek za Dzieci:
https://www.facebook.com/groups/442933005751417/
a to jest moja strona: https://www.facebook.com/teresa.polak.581.
Bardzo dziękuje za odczytanie, przepraszam za błędy, jeżeli takie są, proszę się o ustosunkowanie się do mojej prośby. Bardzo bym chciała zostać małym rycerzem Bożego Miłosierdzia i bardzo bym, chciała dostawać wiadomości na bieżąco.
Mój adres:
Teresa P.
Telefon domowy
Telefon komórkowy
Moja parafia była w Zgłębniku
Potem mieszkałam w Bytomiu i moja parafia byłą parafia św. Anny w Bytomiu na ul Chorzowskiej.
A teraz mieszkam w Hiszpanii i moja parafia jest parafia Santa Maria w Navassa, ale też jeżdżę na polskie msze do Marezy dwa razy w miesiącu, w co drugą sobotę, bo tak mogę dojeżdżać z Barcelony. Obecnie jest z Polski ks. Krzysztof Jaworski wcześniej był ks. Andrzej Glanc
Proszę o Błogosławieństwo dla mnie mojej rodziny i moich stron, i bardzo proszę o ustosunkowanie się do tego, co napisałam jak i do tej mojej prośby.
Z Góry bardzo dziękuje.
Z Panem Bogiem.
Niech Pan Wam błogosławi w dalszej drodze ewangelizowania.
Z Panem Bogiem i Maryją.
Nazywam się Teresa Maria Polak. Mieszkam w Hiszpanii.Od lat moje życie wypełnia modlitwa. Jest ona głównym zajęciem w moim życiu. Tak jak i moja głęboka wiara w Boga Trójjedynego. Od lat poszukuję swojego miejsca na ziemi, gdzie mogłabym wypełnić do końca wolę Ojca.
Od małej dziewczynki w moim życiu dzieją się różne rzeczy natury chrześcijańskiej. Już, jako mała dziewczynka 3 może 4 letnia, na mojej drodze stanął Pan Bóg. Wtedy tego nie rozumiałam wogóle dopiero po bardzo długim okresie w swoim życiu, dokładnie po kilkudziesięciu latach to zrozumiałam.
Po paru latach od tamtego zjawiska miałam znowu widzenie Maryi, dokładnie Matki Bożej Fatimskiej na naszym drzewie kasztanowym, które rosło koło domu, gdzie mieszkałam na wsi. Maryja Fatimska z dwunastoma gwiazdami, z różańcem w ręku, w cudownej białej sukience. Tego się nie da nigdy zapomnieć. Ja byłam małą dziewczynką, nie wiedziałam że istnieje ktoś taki, jak Matka Boża Fatimska, nawet w domu nie słyszałam. Widziałam w kościele obraz Matki Bożej, po latach dowiedziałam się, że to jest Matka Boża Nieustającej Pomocy. W domu na ścianie też były święte obrazy, ale nikt nie wymieniał, że to jest Matka Boża Częstochowska, a ta to inna. Ale nie widziałam ani domu, ani w kościele Matki Bożej Fatimskiej.
Gdy opowiedziałam mojej mamie o tym, że widziałam kogoś „TAKIEGO” mama mi powiedziała: „lepiej idź się bawić a nie opowiadasz głupoty”, - martwiła się o mnie, bo słyszałam jak powiedziała, że mam bujne wyobraźnie, co to ze mną będzie. Ale za rok, może dwa, wtedy nie przywiązywałam żadnej wagi do tego, jaki to okres, ani ile czasu minęło, ale za jakiś czas poszłam do szkoły – zaczęła się religia, i przygotowywania do I Komunii Świętej. Tego nigdy nie zapomnę. Ja pomimo, że miałam 3 km do kościoła na religie, biegałam z chęcią na te spotkania. W kościele bardzo przeżywałam każdą mszę, choć nie wiedziałam, co się takiego dzieje ze mną, bo ja się tak dobrze czułam w tych miejscach. Jednak chcę dokończyć zdanie, bo odbiegłam od tematu. Gdy zdawałam pierwszy egzamin z materiału, jaki przygotowywaliśmy do I Komunii Świętej, jako jedyna wtedy z bardzo dużej grupy dzieci (bo chodziło nas z 3 miejscowości do kościoła i tak samo ze wszystkich tych miejscowości przychodziły dzieci) zdałam najlepiej egzamin i za pierwszym razem.
Wtedy dostałam obrazek za to właśnie z tą piękną kochaną moją Matką Boską Fatimską, którą widziałam u nas na kasztanie. Ona do mnie nie mówiła nic.
Zresztą chcę opisać wiele takich zdarzeń moich i tylko dwukrotnie miałam słowa powiedziane i raz napisane podczas takiego widzenia i to też było tak, że zaczął ktoś pisać, ale momentalnie w tym samym czasie została tylko część zdania a następna część została mi zakryta.
Potem po tym wydarzeniu z I Komunią św. i tymi dwoma widzeniami była przerwa… i to długa aż do momentu, gdy miałam 20 lat… i miałam taki nieprzyjemne zdarzenie w moim w życiu.
Chodził za mną chłopak i nie dawał mi spokoju za wszelka cenę chciał się żenić ze mną. I wtedy u nas w Zgłobni, w parafii były rekolekcje i ja biegałam po pracy na te rekolekcje. I jednego dnia po takiej ostrej wymianie zdań z tym chłopcem, zostałam po mszy w kościele. Podeszłam do obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy i modliłam się z prośbą, ze łzami w oczach i tak od serca, żeby pomogła mi w wyborze mojego życia: czy mam zostać żoną tego chłopaka, którego tak naprawdę się bałam, czy może zostać siostrą zakonną, czy jeżeli to ma być inny mężczyzna, to żebym go w miarę szybko poznała. Niesamowite, cud się dokonał natychmiast. Po dwóch dniach poznałam mojego obecnego męża. Po dwóch tygodniach daliśmy na zapowiedzi, a po czterech miesiącach braliśmy już ślub kościelny. Ale szczęście nie trwało długo… Po 6 latach miałam już córeczkę, zachorowałam bardzo na nowotwór żołądka. Zaczęto mnie leczyć… szpital… chemia. W międzyczasie dowiedziałam się że jestem w stanie błogosławionym. Lekarz natychmiast kazał usunąć dziecko, ale ja się nie zgodziłam, przerwałam leczenie… wróciłam do domu. Ale lekarz ordynator prosił mnie, abym przychodziła pokazywać się na badania kontrolne. Przepisał mi jakieś leki, a nawet powiedział, że jedzie na wczasy do Bułgarii i stamtąd przywiezie mi inne leki wysuszające guzy. Zgodziłam się, ale jak zobaczył to ginekolog powiedział mi, że dziecko po chemii i po tych lekach urodzi się niepełnosprawne fizycznie i umysłowo. Na udowodnienie tych słów dał mi przeczytać w książce medycznej, co pisze na ten temat. Ja się pomimo tego nie zgodziłam na aborcje. Wróciłam do domu… płakałam. W tym czasie przyszła sąsiadka do mnie i się pyta o powód. Odpowiedziałam jej o moim nieszczęściu, a ona mówi: „dziewczyno, moja znajoma ma takie dziecko niepełnosprawne, to teraz wyszłaby na najwyższy szczyt i zrzuciłaby go na dół, bo ma dość. Usuń”. Ja mówię nie! Na drugi dzień rano ubrałam się i pojechałam do Maryi, do Częstochowy. Wróciłam szczęśliwa i już wiedziałam, że na pewno urodzę. Obojętnie, co będzie...
Urodziłam syna 4,75 kg, który miał pozatykane wszystkie otwory, jakie są, uszy oczy, „wisiorek”… Po rozmowie z księdzem, powiedział mi tak: „Tereso to Pan go chronił przed tymi lekami, przed tą chemią…” Dlatego, gdy to wszystko ponacinano i wyleczono inne sprawy, dziecko przestało płakać. Siedem miesięcy nie spalam po porodzie, ale dziecko jest dziś zdrowe… ma 27 lat, jest normalny. Skończył szkołę, ma dziewczynę i planują ślub kościelny.
Mamy trójkę wspaniałych dzieci. Ale nasze życie naznaczone jest chorobami, przez które przechodzimy radośnie, z pokorą i dziękujemy Bogu za każdy dzień, za to, że żyjemy zgodnie z przykazaniami Bożymi.
Opowiem jeszcze o paru moich przypadkach z widzeniami. Gdy miałam dwójkę moich dzieci (córkę i syna) jeszcze małymi, byłam z nimi u rodziców na wsi i poszłam z nimi na spacer w pole, gdzie było posiane wtedy zboże a z drugiej strony rosły buraki. Była piękna pogoda słoneczko i dzieci bawiły się, bo przy drodze była łąka. Syn biegał za motylem, a córka zbierała kwiatki na wianek. Nagle zobaczyłam na górze tego pola, (bo to była taka górka dosyć wysoka), Krzyż… Olbrzymi Krzyż z figurą Chrystusa. Niesamowity deszcz z gradem na przemian padał na ten Krzyż i ja tak jakbym usłyszała w sercu słowa: „Uciekaj stąd”. Nie wiem, co to miało znaczyć, choć jak po namyśle, to pewnie wiem, co to oznaczało.
Po powrocie do Bytomia, (bo tam mieszkałam po ślubie), jakiś czas znowu nic się nie działo, aż do momentu, gdy modląc się (a często modliłam się w pokoiku dzieci jak zasnęły i miałam okno przed sobą) patrzyłam się w to okno i nagle zobaczyłam Maryję. Matka Boża była w białej szacie, schodziła z nieba i nagle zobaczyłam ten napis, co pisałam wcześniej: „ZA ROK i 27 DNI”. Tylko tyle pisało. Było coś więcej, ale natychmiast zostało to zamazane. Był to rok 1995, 27 Marca. Do dziś pamiętam to zdarzenie i wiem, co ono oznacza.
Zawsze miałam swoich spowiedników, czy mieszkałam u siebie na wsi w Błędowej czy potem na Śląsku w Bytomiu, tam była moja parafia pw. Św. Anny a proboszczem był ks. Antoni Żelasko. Często z nim rozmawiałam o tym wszystkim. Oprócz takich widzeń to bardzo często miałam inne, ale to już nie były widzenia tylko sny, ale i o tym rozmawialiśmy. Za jakiś czas, również podczas modlitwy, zobaczyłam na pięknej chmurce św. Annę, o czym też poinformowałam naszego księdza. Nie umiałam sobie tylko wytłumaczyć tego, że te osoby, co widzę nie przedstawiają mi się, a ja wiem, kto to jest.
Po tym okresie miałam następne, stałam w kuchni, gotowałam obiad i nagle w oknie stanęła siostra Faustyna, taka duża i popatrzyła na mnie z takim pięknym wzrokiem. Od tego czasu jakby wlała we mnie modlitwę… dokładnie Koronkę do Bożego Miłosierdzia… po prostu umiałam ją nie wiedząc skąd. Pobiegłam do kościoła i mówię ks. proboszczowi, a on mi na to: „no widzisz Tereniu, musisz się modlić… Na dolnym kościele mamy obraz siostry Faustyny i obraz „Jezu Ufam Tobie”, więc musisz tam chodzić. Możesz poprowadzić modlitwy w piątki – nie chciałabyś?” Na te słowa księdza natychmiast się zgodziłam. Potem jak rozmawialiśmy to było takie dziwne uczucie, że coś się będzie działo, że musimy się wszyscy w parafii może modlić… Nie wiedziałam, o co chodzi. Najpierw była św. Anna potem siostra Faustyna. I faktycznie za jakiś czas zachorował nasz ks. Proboszcz na raka jelita grubego i modliliśmy się wszyscy. To był pierwszy ksiądz, który objął budowę kościoła po nieszczęśliwym wypadku śmiertelnym, gdzie wyjeżdżał właśnie z tej budowy ks. prof. Wacław Schenk. W bardzo szybkim tempie budował wraz z ludźmi jednakowo… nie oszczędzał się ogóle a przy tym wszystkim całym zaangażowaniu w budowę był niesamowitym księdzem z prawdziwego zdarzenia. Widział Chrystusa w każdym człowieku, widział każdego potrzebującego, widział bezdomnych, karmił ich. Rano kolejka ustawiała się pod drzwiami plebani. Tu trzeba by było osobno opisywać jego osobę i charyzmę, jaką miał. Ale wtedy uszedł z życiem. Po operacji natychmiast wrócił do kościoła, do modlitw odprawiania mszy. Dziękowaliśmy Bogu.
Ale ja również zachorowałam. Zachorowałam na nowotwór… w samy środku rdzenia kręgosłupa miałam guza i zaczęło się… Miałam przecież trojkę dzieci i było nam cały czas bardzo ciężko. Mąż miał wcześniej wypadek. Znalazłam się w szpitalu… pierwsza operacja… Lekarz, który mnie operował powiedział do męża i dzieci: „Jeżeli żona przeżyje to będzie roślinką”. Po operacji obudziłam się, ale roślinką nie byłam. Dochodziłam bardzo szybko do siebie. Pojechałam do Rept na rehabilitacje. Wróciłam do domu i dalej się rehabilitowałam już w domu. Po 10 miesiącach guz z powrotem wrócił… urósł jeszcze większy niż za pierwszym razem. Był… i znowu trzeba było go usuwać, ale tym razem lekarz doktor Pieniążek również powiedział z całą stanowczością: „za pierwszym razem jakimś cudem się udało, ale dalej proszę na to nie liczyć, bo to jest rdzeń a tu się cuda nie zdarzają”.
No więc znalazłam się w szpitalu wtedy już znałam siostrę Faustynę i Koronkę do Bożego Miłosierdzia, którą tak chętnie propagowałam wszędzie, gdzie się dało. Rozdawałam obrazki, na sali. Wówczas leżała stara babunia, miała nowotwór w mózgu głęboko i też szła na operację. I ja jej mówię o Koronce, ale ona mówi, że nie zna takiej modlitwy więc chciałam jej dać obrazek z modlitwą, ale ona mówi, że nie widzi przez tego guza.
Wiec obiecałam jej, że będę się modlić za nią. Osoby w jej wieku po takiej operacji albo ogóle nie wychodziły albo w pierwszej kolejności wracały na OJOM. Ona nie. Ona pomimo, że się pożegnała ze wszystkimi, że umrze, to jeszcze zaraz po operacji wróciła na sale w super stanie. Wiedziałam i czułam, że to Jezus Miłosierny… jego miłosierdzie działa już i przyszła kolej na mnie. Poszłam na tą druga operację, ale się wtedy już bałam, bo ze mną były tylko same dzieci, ponieważ mąż wyjechał do Hiszpanii za pracą i pieniędzmi, bo nam brakowało na wszystko. Nie mieliśmy nawet na jedzenie. A wtedy nie było tak jak teraz, że wsiądzie w samolot i przyjedzie… zadzwoni, kiedy chce. Bo samoloty były drogie a żeby pojechać do Hiszpanii do pracy i wrócić można było raz w roku na dwa tygodnie.
Bardzo się bałam, ale oddałam się Panu, Miłosierdziu Bożemu poprzez wstawiennictwo siostry Faustyny i pojechałam na salę operacyjną. Dzieciom nie kazałam przychodzić w ten dzień żeby się nie martwiły i nie ciągły mojej małe najmłodszej córeczki.
Byli tacy, co się modlili za mną… i ks. proboszcz oraz ks. Artur Sepioło, ks. Eugeniusz Krzyżak. Ze wszystkimi sakramentami poszłam na operacje, która trwała jeszcze dłużej. Pierwsza miała 16 godzin a druga 19, ale wyszłam tak samo jak po pierwszej, choć były większe kłopoty z wybudzeniem mnie. Jak ja się obudziłam, to było już dwa dni po operacji. Byłam strasznie obolała. I nie wiem jak to wyglądało, ale prawdopodobnie miałam śmierć kliniczną (a może tak się mi wydaje). Ale byłam jakby w niebie. Najpierw szłam w górę, w górę… w końcu znalazłam się na samym szczycie i zobaczyłam cuda… Niesamowicie piękne kwiaty, jasność a wszystko rosło nie w ziemi a w atłasach, ale to coś pięknego nie do opisania. W pewnym momencie nie mogłam wejść dalej, żeby podziwiać. Przed tym cudnym ogrodem rosło ogromne drzewo, piękne zielone i nagle z tego drzewa wyłonił się starszy piękny Pan, który mi powiedział: „Daję ci nowe życie” i wróciłam.
Po operacji i po rehabilitacji w ciągu dnia leżałam w łóżku, gdzie z tyłu za moją głową na ścianie wisiał obraz „Jezu Ufam Tobie”. W mieszkaniu nie było nikogo, bo dzieci były w szkole a ta najmłodsza ciągle uciekała z domu na podwórko, choć ja prosiłam, żeby była przy mnie, bo ja nie chodziłam tylko leżałam... I nagle czuję na sobie ogromne ciepło, ale to był gorąc niesamowity i bardzo przyjemny. Obracam się lekko… a to z rąk Pana Jezusa wychodzą te promienie z tym ogromnym ciepłem, które czułam. Wszystko naraz: miłość, miłosierdzie, dobroć… i mówię: O MÓJ JEZU, MÓJ KOCHANY JEZU. JAK CI MAM DZIĘKOWAĆ, CO MAM ZROBIĆ – A JEZUS MÓWI TAK: „POMAGAJ LUDZIOM”. To były tylko takie słowa - i choć zapytałam: „Ale jak?” nie dostałam odpowiedzi.
Następne widzenie było w niedługim czasie. Jednego razu w nocy przebudziłam się i nagle zobaczyłam – MARYJĘ – ale taką dziwną, że nie widziałam do tej pory Takiej Matki Bożej, ale wiedziałam, że to Maryja. Dopiero po trzech latach dowiedziałam się, co to za Matka Boża i dlaczego tam wówczas do mnie przyszła. Jak byłam po operacji mój mąż miał wolne od pracy i poszedł w Hiszpanii do Sanktuarium Maryjnego w Saragossie, to taka słynna bazylika i tam jest Matka Boża de Pilar. Tam się modlił i prosił o moje zdrowie przez 24 godziny i dlatego Maryja była u mnie właśnie w ten dzień.
Po dwóch latach od tych zajść miałam jeszcze jedno widzenie, ale w nocy i też się obudziłam wcześniej i nagle w mieszkaniu zrobiło się bardzo niebiesko i dziwnie jasno jakby samo niebo weszło do pokoju. Wtem zobaczyłam Pana Jezusa schodzącego z Nieba, takiego jak jest na obrazach w kościele w Łagiewnikach. Ale też nic nie mówił, to były te piękniejsze widzenia, ale miałam też w tym niedługim czasie inne widzenie… straszne… mianowicie wyszłam na balkon, bo mnie ktoś ciągnął jakby, żebym wstała i wyszła. Zobaczyłam jakby obrazy, to było straszne… Na niebie trwała walka… straszna walka. Byli żołnierze na białych koniach i na czarnych – w zbrojach i walczyli. Co jakiś czas pojawiała się Maryja, Pan Jezus, święci. Ja tego nie umiem namalować. Ale gdyby był ktoś, kto umie malować, to nie idzie tego zapomnieć. I to samo 3 krotnie mi się pokazał ten sam widok – obraz i trwało to dosyć długo. Jak to widziałam, to jakbym czytała apokalipsę św. Jana.
I widziałam jeszcze jeden obraz: ogień… ale taki straszny ogień… jakby się paliła ziemia i ten ogień wychodził spod ziemi i wszystko się paliło nie było nic widać tylko ogień… i ogień…
A potem wyjechałam z najmłodszą córką do męża do Hiszpanii, bo otworzyli nam granice i można było wyjeżdżać właśnie do Hiszpanii. Co przeszłam to inna droga, za którą dziękuję Bogu, za każdy dzień.
W Hiszpanii, tu gdzie mieszkam, do dziś też mam widzenia. Tu w Hiszpanii widziałam potop i nie wiem czy to był ten, co to dwukrotnie się stało, czy to było to, co było w Chinach.
Ale miałam jeszcze inne widzenie jak z gór pędziła woda i zabierała wszystko po drodze razem z tymi górami, lasami, domami, samochodami, dziećmi i jakieś inne rzeczy pływały. My mieszkamy w takiej małej miejscowości wśród gór i to wszystko płynęło i w tym czasie jak na to patrzałam, to zobaczyłam jakby płody dzieci w tej wodzie. Potem podczas modlitwy wydawało mi się, że właśnie to były grzechy nas wszystkich i grzechy za te wszystkie aborcje.
Miałam jeszcze dwukrotnie coś takiego dziwnego. Raz jak byłam mała może miałam z 6 lat szłam z rodzicami, babcią, dziadkiem i ciocią. Nagle słyszałam straszne wołanie: Mamo!!! Mamo!!! Mówię do mamy: słyszysz? Mama mówi, że nie. Babcia też nic nie słyszy i każdy mówi, że nic, że coś mi się przewidziało, ale ja to słyszałam i nie przewidziało mi się. Wtedy pomyślałam, jako dziecko, że pewnie dzieci w lesie wołają mamy. Tak pewnie na rozum dziecinny myślałam, ale to się powtórzyło. Niedawno dosłownie tak samo jak wtedy. W moim życiu wiele razy uratowałam dzieci od aborcji. Jedno to mam takie jak swoje dziecko, bo obiecałam tej mamie, że jej pomogę wychowywać i tak się stało, że jak się urodziła i dziecko miało 1,5 roczku to mam zmarła. Zostawiła dwójkę dzieci jedno 9 letnia córeczkę a druga ta mała. Tak się stało, że oni przed śmiercią zamieszkali w naszej klatce i ja musiałam wypełnić obietnicę.
Jeszcze na koniec: w styczniu tego roku w nocy ktoś mnie obudził i usiadłam na łóżku. Nagle wyciąga ktoś rękę i daje mi serce w koronie cierniowej, takie same jak jest na obrazkach. Ja wzięłam, ale tym kimś był sam Pan Jezus a 24 lutego przyszedł św. Jakub w zbroi. Nie wiem, o co chodzi. Szukałam w Biblii, bo Serce Pana Jezusa przyjęłam.
Miałam jeszcze trzy zdarzenia, które nie opisałam. Jedno w roku 2004 w niedzielę poszłam na mszę do kościoła, a w dodatku byłam trochę zła, bo dzieci spały i żadne nie chciało się obudzić, żeby pójść ze mną i wogóle żeby wstać i pójść do kościoła, bo dzień wcześniej siedziały długo, grały w jakąś grę. W końcu ubrałam się i poszłam sama. Weszłam do kościoła – wszystkie ławki już były pozajmowane. Ale w drugiej ławce na przodzie było miejsce, gdzie siedziały dwie babcie, koło których nikt nie chciał nigdy siadać. Byłam bardzo zmęczona i nie patrzyłam na nic tylko usiadłam i koło mnie było jeszcze miejsce. Uklękłam i zaczęłam się modlić i dziękować za wszystko jak zawsze… i dziękować, że przyszłam na msze św. Tak się modlę i rozmawiam z Panem Jezusem… Mówię: Panie Jezu całe życie sama z tymi dziećmi, tak mi ciężko… Nikt mi nie pomaga… Męża ciągle nie ma w domu… Dosłownie tak Mówię i nagle koło mnie staje Pan Jezus w białej jak zwykle szacie i mówi: „PRZECIEŻ NIE JESTEŚ SAMA. ZAWSZE JESTEM Z TOBĄ” Zrobiłam szum, bo chciałam się posunąć, aby Pan Jezus usiadł koło mnie. Chciałam przywitać się z nim… Zrobiłam się radosna a ludzie wokół patrzyli na mnie jak na dziwaka. Zrozumiałam, że tylko ja go widzę. Do ławki podszedł jeszcze ojciec z synem, ale nie usiadł przeszedł na drugą stronę i stanął a dziecko posadził na schodkach i nie wiedziałam czy widział kogoś koło mnie i nie usiadł czy o coś innego chodziło. Ale byłam taka szczęśliwa – całą mszę. I z radością przyjmowałam Komunię św.
Drugie zdarzenie miałam w Dąbrowie Górniczej pojechałam ze znajomą na mszę uzdrawiająca i tam podczas przeistoczenia nagle zobaczyłam Pana Jezusa jak wyciąga ręce. Jedną kładzie na głowie człowieka – mężczyzny a drugą go błogosławi. Nie wiem, kim był ów człowiek, bo przy ołtarzu nie było nikogo więcej oprócz tego kapłana i dwóch ministrantów. Po mszy opowiedziałam to księdzu. Nic nie odpowiedział…
A trzeci raz było w Barcelonie. Po mszy. W trakcie mszy świętej, już pod koniec po rozdaniu Komunii św., wszyscy byli w ławkach, modlili się, śpiewali pieśni i nagle patrzę jak Pan Jezus wychodzi z ołtarza i idzie przez środek kościoła w stronę drzwi. Miał bardzo smutną twarz.
To tyle moich widzeń. Poza tym bardzo często mam sny niemalże prorocze takie, co się spełniają i bardzo się boję, bo wiele mam takich, co nie dotyczą tylko mnie.
Ale dziś trafiłam na stronę Małych Rycerzy Miłosiernego Serca Jezusowego i czytałam z taką szybkością i zachłannością… Ja tak od dawna czytam, bo szukam różne artykuły na temat św. Faustyny czy Bożego Miłosierdzia. Założyłam dwie strony: dwa profile o Bożym Miłosierdziu i prowadzę je. Od dawna rozdaję obrazki Jezusa Miłosiernego i mówię o Bożym Miłosierdziu. Od momentu jak przyjechałam w 2005 roku do Hiszpanii rozdałam tysiące obrazków z Miłosierdziem Bożym z podpisem „Jezu, ufam Tobie”. Kupowałam obrazy Bożego Miłosierdzia i ofiarowałam w kościołach. Od roku mieszkam w takiej małej miejscowości, gdzie nie ma obrazu i ludzie nie słyszeli o kulcie Bożego Miłosierdzia. Tak bardzo bym chciała ofiarować tam obraz, ale teraz nie mam za co kupić. Nawet obrazki, które kupuję w języku hiszpańskim, czy katalońskim od Filipińczyków jest już mi coraz trudniej kupić, bo mąż nie pracuje od trzech lat. Ja mam tylko rentę, więc coraz rzadziej kupuję, ale jak tylko mam okazje to to robię.
Ale wracając do mnie, to po tym, co się wydarzyło w moim życiu i po tym jak w styczniu odebrałam Serce Pana Jezusa w koronie cierniowej i po tym jak trafiłam na ten wasz profil dziś tu na tej stronie:
http://www.malirycerze.koszalin.opoka.org.pl/start/index.php/pl/o-nas?start=2 (tej domeny już nie ma; obecna domena witryny Legionu Małych Rycerzy MSJ to: mali-rycerze.pl )
to momentalnie chciałam do Was biec. Teraz wiem, co dla mnie Pan Jezus tak długo przygotowywał a jeszcze, żeby nie tylko to miało miejsce to jeszcze przeczytałam tu że założycielką była Zofia Grochowska, a ja o niej kiedyś czytałam, ale to było naprawdę paręnaście lat temu i wtedy to pisało nie najlepiej o niej a ja w nią wierzyłam, bo to, co czytałam sama przechodziłam i waśnie to, co ona pisała wtedy ja miałam takie same sny. Kochani ja to wszystko wzięłam sobie dziś tak bardzo do serca i wiem, że muszę być taką rycerką Bożego Miłosierdzia, bo ja jestem nim od lat… od bardzo wielu lat. Ilu ludziom ja mówiłam a ile ludzi z moją pomocą odzyskało wiarę dzięki Bożemu Miłosierdziu. Ilu ludzi powróciło i odmawia Koronkę do Bożego Miłosierdzia w każdym zakątku świata.
Choć tu mi jest ciężko nie ma takiego dostępu jak w Polsce do niczego. Ale jest ten internet i dzięki niemu mogę mówić i pisać o Bożym Miłosierdziu. Ostatnio miałam nalot na moją stronę Bożego Miłosierdzia. Sama nie wiem, kogo i co oni wypisywali i jakie obrazki dawali, ale to było jednorazowe – mam nadzieję. Siedziałam dzisiaj i usuwałam całą noc, bo dziś siedzę z radością i piszę do Was. A ile jeszcze nie napisałam.
Ja bardzo dziękuje, jeżeli ktoś to odczyta i bardzo bym chciała uzyskać odpowiedź: czy będąc w Hiszpanii i mieszkając tu: czy ja mogę zostać taką małą rycerką Bożego Miłosierdzia na tym terenie… w całej Hiszpanii. Co ja mogłabym zrobić jak uzyskać taki status Małego rycerza i jak dostawać w języku hiszpańskim i polskim, bo przecież tu są również Polacy jakieś artykuły? Bardzo proszę was o pomoc i odpisanie mi na moją prośbę.
Podam może stronę, jakie prowadzę:
https://www.facebook.com/pages/Bo%C5%BCe-Mi%C5%82osierdzie/1404671679756853
druga to jest strona otwarta tam mogą pisać wszyscy:
https://www.facebook.com/groups/590580017649106/
prowadzę też stronę: Modlitwa Matek za Dzieci:
https://www.facebook.com/groups/442933005751417/
a to jest moja strona: https://www.facebook.com/teresa.polak.581.
Bardzo dziękuje za odczytanie, przepraszam za błędy, jeżeli takie są, proszę się o ustosunkowanie się do mojej prośby. Bardzo bym chciała zostać małym rycerzem Bożego Miłosierdzia i bardzo bym, chciała dostawać wiadomości na bieżąco.
Mój adres:
Teresa P.
Telefon domowy
Telefon komórkowy
Moja parafia była w Zgłębniku
Potem mieszkałam w Bytomiu i moja parafia byłą parafia św. Anny w Bytomiu na ul Chorzowskiej.
A teraz mieszkam w Hiszpanii i moja parafia jest parafia Santa Maria w Navassa, ale też jeżdżę na polskie msze do Marezy dwa razy w miesiącu, w co drugą sobotę, bo tak mogę dojeżdżać z Barcelony. Obecnie jest z Polski ks. Krzysztof Jaworski wcześniej był ks. Andrzej Glanc
Proszę o Błogosławieństwo dla mnie mojej rodziny i moich stron, i bardzo proszę o ustosunkowanie się do tego, co napisałam jak i do tej mojej prośby.
Z Góry bardzo dziękuje.
Z Panem Bogiem.
Niech Pan Wam błogosławi w dalszej drodze ewangelizowania.
Z Panem Bogiem i Maryją.
powrt
wszelkie prawa zastrzeżone - 2014 - www.mali-rycerze.pl
d&h www.f-ski.pl
