Legion Małych Rycerzy Miłosiernego Serca Jezusowego
Ja was wybrałem i was powołem, potrzebuję was i wzywam.
> Duchowość > Świadectwa > Inne
SEN, KTÓRY MNIE MOCNO ZANIEPOKOIŁ
powrt
Dziś (10.02.2011) miałam sen, który mnie mocno zaniepokoił: byliśmy na jakimś wyjeździe - rekolekcje, konferencje, spotkania przy stołach - różni ludzie, vipy i oczywiście nasze rycerstwo. Spośród obecnych, jedna osoba się nie podobała organizatorom - prowadzącym spotkanie i postanowili ją zgładzić. Była to zbrodnia doskonała, perfekcyjna, choć wcale nie ukryta. Wręcz na oczach wszystkich siedzących przy stołach (a więc i nas - rycerzy też) dokonano mordu kobiety - urywając jej głowę i inne części ciała, po prostu masakra. Ci którzy tego dokonali byli bezwzględnymi sadystami, zero litości i współczucia... wyglądało to jakby zwyczajnie zakręcali np. słoik... Wszyscy byliśmy w szoku i osłupieniu na widok tej grozy, nie byliśmy w stanie nic powiedzieć, ani zareagować.
Ponadto wiedzieliśmy - my rycerze, że za piśnięcie słówkiem grozi nam to samo... nie mogliśmy nic zrobić, jakby nam ktoś związał ręce i zakneblował usta... W dodatku musieliśmy nadal brać udział w tym "przedstawieniu", siedzieć za stołem z mordercą i udawać, że się nie orientujemy w sytuacji (jak zombi), bo zdemaskowanie oprawcy grozi nam śmiercią...
Osobę zamordowaną pochowano, rodzina nic nie mogła zrobić, choć domyślała się faktów, otoczenie zewnętrzne też... zadawano nam pytania, mówiono o powiadomieniu policji, ale my nie mogliśmy nic odpowiedzieć, bo była obawa czy nie są to osoby podstawione przez wroga, aby nas zbadać, czy coś powiemy...
Okazało się, że mimo wszystko policja zajęła się tym tematem dogłębnie i co prawda nie od razu ale za jakiś czas sprawę wyjaśni... jednak to jeszcze potrwa...
Brak reakcji, milczenie, ze strony nas wszystkich - świadomych, był zdumiewający... jednak, był to efekt nie hipnozy wroga, ale doznanego szoku - wstrząsu i przerażenia...
W pewnym momencie, wobec wszystkich pojawiła się postać mężczyzny - był to duch osoby zabitej (dziwne, bo uśmiercono kobietę, a pojawił się mężczyzna), z bardzo ciepłym, pogodnym wyrazem twarzy, jakby przebaczenia, ale i tryumfu zwycięstwa - który podchodził do każdego z osobna i mówił - prosił: pomódl się za mnie! Widzieli go wszyscy, wrogowie też.
Pomyślałam sobie, jak dobrze, że Tamten Świat sam zareagował, bo w takim skorumpowaniu od szczytów i zaszczuciu ludzi, nic się nie wyjaśni...
Wtedy usłyszałam budzik.
Pierwsza myśl jak mi przyszła do głowy to - Smoleńsk, absolutne skojarzenie sytuacji: niemoc społeczeństwa w wyjaśnieniu sprawy, zbrodni, tak oficjalnej, tak bezczelnej, tak jawnej, że aż nie możliwym jest uwierzenie, że tak można zdziałać... z drugiej strony, jakby otumanienie, hipnoza wielu, brak wiary , że można posunąć się aż tak daleko w zbrodni dokonanej w skali max, czyli na całym narodzie...
A trzecia refleksja to: porażający brak odwagi w działaniu, w wyjaśnieniu sprawy, że aż musiało zadziałać Niebo (co we śnie, mnie bardzo ucieszyło)... No i prośba: módlcie się za mnie - jest zastanawiająca, nie za morderców, ale za mnie (za ofiarę)... znacząca była w tym śnie także obecność rycerzy - jakby wszystkie reakcje skupiały się na nas (niemoc, zastraszenie, przerażenie, trauma, pełna świadomość faktów, atak wroga i jego obserwacja, ale i prośba o modlitwę)
Rzadko miewam sny z akcją tak filmową, więc długo nie mogłam się dziś otrząsnąć... ale: Dziś jest 10 luty i 10 miesięcy od katastrofy Smoleńskiej...
P.S. Jacek (rycerz ze Szczecina) twierdzi, że w moim śnie zabita kobieta to Polska, a mężczyzna - duch, który za nią oręduje, to Anioł Stróż Polski.
Ponadto wiedzieliśmy - my rycerze, że za piśnięcie słówkiem grozi nam to samo... nie mogliśmy nic zrobić, jakby nam ktoś związał ręce i zakneblował usta... W dodatku musieliśmy nadal brać udział w tym "przedstawieniu", siedzieć za stołem z mordercą i udawać, że się nie orientujemy w sytuacji (jak zombi), bo zdemaskowanie oprawcy grozi nam śmiercią...
Osobę zamordowaną pochowano, rodzina nic nie mogła zrobić, choć domyślała się faktów, otoczenie zewnętrzne też... zadawano nam pytania, mówiono o powiadomieniu policji, ale my nie mogliśmy nic odpowiedzieć, bo była obawa czy nie są to osoby podstawione przez wroga, aby nas zbadać, czy coś powiemy...
Okazało się, że mimo wszystko policja zajęła się tym tematem dogłębnie i co prawda nie od razu ale za jakiś czas sprawę wyjaśni... jednak to jeszcze potrwa...
Brak reakcji, milczenie, ze strony nas wszystkich - świadomych, był zdumiewający... jednak, był to efekt nie hipnozy wroga, ale doznanego szoku - wstrząsu i przerażenia...
W pewnym momencie, wobec wszystkich pojawiła się postać mężczyzny - był to duch osoby zabitej (dziwne, bo uśmiercono kobietę, a pojawił się mężczyzna), z bardzo ciepłym, pogodnym wyrazem twarzy, jakby przebaczenia, ale i tryumfu zwycięstwa - który podchodził do każdego z osobna i mówił - prosił: pomódl się za mnie! Widzieli go wszyscy, wrogowie też.
Pomyślałam sobie, jak dobrze, że Tamten Świat sam zareagował, bo w takim skorumpowaniu od szczytów i zaszczuciu ludzi, nic się nie wyjaśni...
Wtedy usłyszałam budzik.
Pierwsza myśl jak mi przyszła do głowy to - Smoleńsk, absolutne skojarzenie sytuacji: niemoc społeczeństwa w wyjaśnieniu sprawy, zbrodni, tak oficjalnej, tak bezczelnej, tak jawnej, że aż nie możliwym jest uwierzenie, że tak można zdziałać... z drugiej strony, jakby otumanienie, hipnoza wielu, brak wiary , że można posunąć się aż tak daleko w zbrodni dokonanej w skali max, czyli na całym narodzie...
A trzecia refleksja to: porażający brak odwagi w działaniu, w wyjaśnieniu sprawy, że aż musiało zadziałać Niebo (co we śnie, mnie bardzo ucieszyło)... No i prośba: módlcie się za mnie - jest zastanawiająca, nie za morderców, ale za mnie (za ofiarę)... znacząca była w tym śnie także obecność rycerzy - jakby wszystkie reakcje skupiały się na nas (niemoc, zastraszenie, przerażenie, trauma, pełna świadomość faktów, atak wroga i jego obserwacja, ale i prośba o modlitwę)
Rzadko miewam sny z akcją tak filmową, więc długo nie mogłam się dziś otrząsnąć... ale: Dziś jest 10 luty i 10 miesięcy od katastrofy Smoleńskiej...
P.S. Jacek (rycerz ze Szczecina) twierdzi, że w moim śnie zabita kobieta to Polska, a mężczyzna - duch, który za nią oręduje, to Anioł Stróż Polski.
Małgosia ze Szczecina
powrt
wszelkie prawa zastrzeżone - 2014 - www.mali-rycerze.pl
d&h www.f-ski.pl