Niedziela, 8.01.1989 r.
Coraz bardziej kocham Jezusa i zawsze pragnę go kochać, a szczególnie od mojego pobytu w Krakowie - Łagiewnikach. Tam, odmawiając koronkę do Miłosierdzia Bożego, bardzo płakałam. Faktycznie, to nie był płacz, lecz fontanna łez. Przyszłam z grzechami całego świata i to odczuwałam. Gdy patrzyłam na obraz Miłosierdzia Bożego, zauważyłam, że podczas wycierania łez, ten obraz mi znikł. Zobaczyłam natomiast samo oblicze Pana Jezusa. Smutne Jego Oczy przeszyły mi serce, że o mało nie zemdlałam. Powtórzyło się to kilka razy. Oblicze Pana Jezusa na obrazie było żywe. Od tej chwili moje oczy widzą to, czego inni nie postrzegają i nie znają. Myślę, że Bóg przyjął to moje poświęcenie i oddanie się Jemu. Od tej chwili niczego innego nie pragnę, jak tylko kochać Pana Jezusa Miłosiernego. Myślą nigdy z Nim się nie rozstaję. Lubię być sama, aby móc z Jezusem rozmawiać i czuć Jego obecność. Pragnę więcej kochać go i czynić wszystko ku większej chwale Boga, zbawieniu innych i swoim.
Córko. Jesteś taka słaba, ale nie martw się. Nie pozwolę tobie zbłądzić. Jesteś Moją własnością, która codzienną ofiarą, oddajesz mi się cała. Ja tę ofiarę przyjmuję, jako wynagrodzenie Memu Sercu i Mojej Matki.
Pragniesz tak wiele dobra na tym świecie, więc córko, zadośćuczyń Bogu i Matce Przenajświętszej za innych.
powrt