O ÅšMIERCI - 1954-55 (kliknij tu - plik PDF)
28 XI 1954 r.
Pierwsza niedziela Adwentu
BÅ‚ogosÅ‚awieni, którzy w Panu umierajÄ…, bo drogocenna jest Å›mierć sprawiedliwego przed Obliczem PaÅ„skim.
Åšmierć to najpiÄ™kniejsza chwila w życiu czÅ‚owieka. Åšmierć to lot duszy z wiÄ™zów ciaÅ‚a, lot orli, - to rzucenie siÄ™ w objÄ™cia Ojca Niebieskiego, to lot zjednoczenia siÄ™ najÅ›ciÅ›lejszego siÄ™ w przepaÅ›ci tej miÅ‚oÅ›ci. To rozpÅ‚yniÄ™cie siÄ™ w oceanie miÅ‚oÅ›ci, znikniÄ™cie jak kropla wody w morzu, że zniknie dusza tak, jak kropla wody w morzu. Nie bÄ™dzie już jej, ale bÄ™dzie miÅ‚ość, a gdzie jest miÅ‚ość tam jest Bóg. Dusza zatopiona w Bogu stanie siÄ™ Nim z Nim Jedno w nierozerwalnoÅ›ci, tak jak nierozerwalny jest Bóg w Trójcy ÅšwiÄ™tej Jedyny.
Im wiÄ™cej tutaj dusza pogrąża siÄ™ w miÅ‚oÅ›ci, im wiÄ™cej żyje w tym mÄ™czeÅ„stwie miÅ‚oÅ›ci, tym wiÄ™cej umiera w sobie, a żyje w Bogu. Åšw. Terenia woÅ‚aÅ‚a: „MÄ™czeÅ„stwo z miÅ‚oÅ›ci peÅ‚ne sÅ‚odyczy i takÄ… Å›mierciÄ… pragnÄ™ skonać Panie – Cherubiny, dotknijcie strun liry sÅ‚owiczej, bo ja czujÄ™, że koÅ„czy siÄ™ moje wygnanie, to jest piÄ™kna myÅ›l”.
Z Å›mierciÄ… koÅ„czy siÄ™ nasze wygnanie, wiÄ™c Å›piewajmy z Å›w. TereniÄ… pieśń miÅ‚oÅ›ci: „Cherubiny, dotknijcie strun liry sÅ‚owiczej…”, bo na skrzydÅ‚ach tej pieÅ›ni pragnÄ™ ulecieć dusza nasza i lecieć w przetworzÄ…, aby zatonąć w miÅ‚oÅ›ci zwiÄ…zanej pierÅ›cieniem nierozerwalnoÅ›ci.
Śmierć to gody weselne, to najpiękniejszy dzień w życiu człowieka. Śmierć jest piękna przed Obliczem Pańskim. To są narodziny dla nieba, to najpiękniejsze święto dla serca człowieka, to radość, to szczęście niewysłowione.
Już dla samej wiedzy naukowej bardzo ważna jest chwila Å›mierci. Sama ta myÅ›l, że przed nami otworzy siÄ™ inne życie, że przed nami otwiera siÄ™ wieczność. Bo doczesność to chwila, to przejÅ›cie, to jest podróż. Czasem ta podróż jest piÄ™kna, krajobrazy wspaniaÅ‚e, a czasem ciężka, uciążliwa. Czasem można lecieć samolotem, czasem jechać kolejÄ…, samochodem, powozem, ale czasem trzeba iść pieszo po ciernistej drodze krwawiÄ…c sobie stopy. A czasem napotykamy na przepaść. Jedno potkniÄ™cie stopy naszej, jeden zawrót gÅ‚owy, a może upaść w przepaść i spotkać siÄ™ z najwiÄ™kszym wrogiem PrzenajÅ›wiÄ™tszej MiÅ‚oÅ›ci – szatanem (to znaczy przez grzech).
Å»ycie to walka, życie to ciÄ…gÅ‚y bój, aby ta Å›mierć, która nas zaskoczy, zastaÅ‚a nas takimi, byÅ›my umierajÄ…c, w Panu umierali.
Im wiÄ™cej w życiu jest cierpieÅ„, im wiÄ™cej w życiu jest ofiar, im wiÄ™cej w życiu jest walki, im wiÄ™cej w życiu jest krzyżów, tym wiÄ™ksza jest rÄ™kojmia, że dzieÅ„ naszego rozstania z ziemiÄ… bÄ™dzie najwiÄ™kszym Å›wiÄ™tem naszym, najwiÄ™kszÄ… radoÅ›ciÄ… i weselem, że wtedy bÄ™dziemy mogli Å›piewać pieśń pochwalnÄ… dziÄ™kujÄ…c Bogu, że przez te wszystkie cierpienia, któreÅ›my przeszli tak Å‚atwo mogliÅ›my zdobyć to w wielkie szczęście, umierajÄ…c w Panu i rzucić siÄ™ w objÄ™cia Boga-MiÅ‚oÅ›ci.
Aby ta ostatnia chwila naszego życia byÅ‚a bÅ‚ogosÅ‚awiona, nie potrzeba nadzwyczajnych rzeczy. Trzeba oddać siÄ™ Bogu bez zastrzeżeÅ„, oddać swojÄ… wolÄ™ Woli Bożej, znosić cierpliwie to, co Bóg nam daje na każdy dzieÅ„, na każdy moment, oddać Mu wszystko – oddać Mu naszÄ… duszÄ™, oddać Mu serce, oddać Mu naszÄ… myÅ›l, oddać Mu nasze usta, niech Sam przez nas myÅ›li, mówi i czyni.
Oddać Mu tę szarzyznę dnia, tą naszą pracę, nasze cierpienia, oddać Mu nasze niedoskonałości, nasze nerwowości, nasze grzechy. To, żeśmy niczym, że bez Jego łaski nic nie możemy, żeśmy jedna nędza, jeden proch.
Jeżeli to wszystko Mu oddamy wtedy On rzÄ…dzi nami. My znikamy, żyje Bóg w nas. I tak idÄ…c przez życie, gdybyÅ›my nawet umarli nagle, to Å›mierć nasza nie bÄ™dzie niespodziewana, bo przez caÅ‚e życie byliÅ›my do niej przygotowani.
Aby być przygotowanym do Å›mierci, nie potrzeba nadzwyczajnych rzeczy, bo jeżeli siÄ™ odda siebie Bogu i żyje siÄ™ w Nim, to w każdej chwili możemy przejść do wiecznoÅ›ci tak jak siÄ™ przechodzi z pokoju do pokoju z tÄ… różnicÄ…, że w tym pokoju, w którym obecnie mieszkamy tj. na ziemi – jest niewygodnie, ponuro i zimno, Nie zawsze nam Å›wieci sÅ‚oÅ„ce radoÅ›ci w tym pokoju na ziemi. SÄ… dnie pochmurne, burzliwe. A przejÅ›cie do drugiego pokoju jest przejÅ›ciem do pokoju peÅ‚nego Å›wiatÅ‚a, radoÅ›ci i szczęścia.
Przechodzimy z wygnania do domu Ojca peÅ‚nego miÅ‚oÅ›ci, peÅ‚nego miÅ‚osierdzia, peÅ‚nego dobroci, bogactwa, szczęścia i Å›wiatÅ‚oÅ›ci. Ten Ojciec przyjmuje nas z miÅ‚oÅ›ciÄ…, jako najukochaÅ„sze dzieci Swoje i mówi: „Patrzcie, tu jest miejsce waszego odpoczynku, tu wam nic nie grozi, tu nie ma Å‚ez, bo wszelkÄ… Å‚zÄ™ otrÄ™ wam Sam. Dam wam pocaÅ‚unek miÅ‚oÅ›ci i pokoju i bÄ™dziecie tu mieszkać nie na dzieÅ„, nie na rok, nie na lata, ale na całą wieczność, a radoÅ›ci waszej nie bÄ™dzie koÅ„ca – nie radoÅ›ci waszej, ale radoÅ›ci Naszej, to znaczy wspólnej radoÅ›ci, wspólnej miÅ‚oÅ›ci.
Tam w tej wiecznoÅ›ci, w Bogu znajdziemy wszystko. Już Å›w. Franciszek powiedziaÅ‚ te sÅ‚owa: „Bóg mój, to wszystko moje”, tzn., że w Bogu znajdziemy wszystko: i miÅ‚ość Ojca i miÅ‚ość Matki i miÅ‚ość DzieciÄ™cia.
Wszystkie pragnienia nasze bÄ™dÄ… zaspokojone. Bo jedno sÅ‚owo „Bóg” posiada takÄ… wielkość i potÄ™gÄ™, takÄ… przepaść miÅ‚oÅ›ci, że gdy tam zatoniemy (w tej przepaÅ›ci miÅ‚oÅ›ci), wszelkie pragnienia nasze bÄ™dÄ… speÅ‚nione.
Czyż nie cieszyć siÄ™ na tÄ… chwilÄ™ połączenia siÄ™ z tym wielkim Bogiem, z tÄ… potÄ™gÄ… wszechwiedzy, z tÄ… potÄ™gÄ… nieogarnionej miÅ‚oÅ›ci? I dusze nasze, taki proch, takie jedno maÅ‚e „nie” przemieniÄ… siÄ™, że stanÄ… siÄ™ jakby tÄ… samÄ… potÄ™gÄ…, tÄ… samÄ… wszechwiedzÄ…, tÄ… samÄ… przepastnÄ… miÅ‚oÅ›ciÄ….
WiÄ™c każda dusza, która posiada, choć odrobinÄ™ dobrej woli, choć iskrÄ™ miÅ‚oÅ›ci, niech ufa, niech wierzy w bezgraniczne miÅ‚osierdzie Boże. Niech siÄ™ nie lÄ™ka Å›mierci, ale z radoÅ›ciÄ… niech czeka na tÄ… chwilÄ™ połączenia siÄ™ ze swoim Przedmiotem miÅ‚oÅ›ci. Niech stara siÄ™ na każdy dzieÅ„ umierać sobie, tj. swoim grzechem, swojej naturze, wszystkiemu, co jÄ… skÅ‚ania do grzechu, swojej miÅ‚oÅ›ci wÅ‚asnej. Niech sobie mówi od samego brzasku dnia i postanawia sobie „dziÅ› muszÄ™ Å›mierć zadać swojej gÅ‚ównej wadzie”, np. „nie bÄ™dÄ… siÄ™ zÅ‚oÅ›cić, bÄ™dÄ™ praktykować miÅ‚ość bliźniego”. Wydać wojnÄ™ swojemu ciaÅ‚u, nie wojnÄ™ na Å›mierć i życie, że to bÄ™dzie mnie dużo kosztować, dużo wysiÅ‚ku.
Np. bÄ™dzie to małżeÅ„stwo. Mężowi nie bÄ™dzie siÄ™ podobać coÅ› w swojej żonie, a żonie w mężu. A najwiÄ™cej wybrać punkt, który mnie prowadzi do niezgody. WiÄ™c od rana postawić sprawÄ™ walki osobistej na ostrzu noża – miecza. Choćby nam siÄ™ zdawaÅ‚o, że mamy racjÄ™ – przemilczeć! Gdy sÄ… dwie osoby, jedna musi być mÄ…drzejsza, a mÄ…drzejsza ustÄ™puje. SÄ… chwile w takich wypadkach bardzo ciężkich, ale trzeba rzeczywiÅ›cie Å›mierć zadać swojej naturze i powiedzieć sobie: „umieram swej naturze, aby dusza żyÅ‚a, a nie byÅ‚a umarÅ‚a.”
Bo tylko ci sÄ… bÅ‚ogosÅ‚awieni, którzy w Panu umierajÄ…. JeÅ›li bÄ™dziemy wszystko znosić dla miÅ‚oÅ›ci Pana, dla miÅ‚oÅ›ci Boga, aby kiedyÅ› dusze nasze żyÅ‚y życiem wiecznym, tzn. aby dusze nasze byÅ‚y zbawione, to musimy ciÄ…gle żyć w Bogu, aby dusze nasze nie byÅ‚y umarÅ‚e, tzn. aby nie byÅ‚y w grzechu, bo gdzie jest grzech, tam jest Å›mierć, tam nie ma życia Bożego, a gdzie jest Å‚aska, tam i godzina Å›mierci nie jest nikomu straszna, ale tylko przejÅ›ciem w życie wieczne.
12 XII 1954 r.
Aby nie było śmierci duszy, tzn. aby dusza nie była w grzechu trzeba stale i ciągle zadawać śmierć naszemu ciału i naszej naturze.
Åšmierć to nie jest jakieÅ› widmo z kosÄ…, ani koÅ›ciotrup, którego siÄ™ dusze bojÄ…. Każdy ma wielki lÄ™k przed Å›mierciÄ…, a lÄ™k ten jest spowodowany przez przywiÄ…zanie siÄ™ do życia doczesnego, a maÅ‚o zastanowienia siÄ™ nad życiem wiecznym. Ludzie zwykle przywiÄ…zujÄ… siÄ™ do każdej drobnostki, jak dzieci maÅ‚e do zabawki. Dziecko pÅ‚acze, gdy mu zabierajÄ… zabawkÄ™. DoroÅ›li przywiÄ…zujÄ… siÄ™ do drobnostek, nieraz do gÅ‚upstwa nawet. Jedni przywiÄ…zujÄ… siÄ™ do osób zdaje im, że gdyby z danÄ… osobÄ… mieli siÄ™ rozstać to woleliby raczej umrzeć razem z tÄ… osobÄ…, zginąć, aby tylko siÄ™ nie rozłączyć.
Inni przywiÄ…zujÄ… siÄ™ do rzeczy materialnych. Już nie mówiÄ…c o wielkim bogactwie, które posiadajÄ…, bo tym tak trudno bÄ™dzie przejść do Królestwa Bożego „jak wielbłądowi przez ucho igielne”. Ale bÄ™dÄ… to rzeczy nawet drobne. Nawet ubogi, który nie ma dachu nad gÅ‚owÄ… ani co jeść – gdyby mu powiedzieli, że ma umrzeć, to wolaÅ‚by żyć w tej nÄ™dzy, aby tylko nie umierać. Inni bÄ™dÄ… przywiÄ…zani do swojej ojczyzny, do swojego mienia, do ziemi, do osób najdroższych, do pieniÄ™dzy. Wiele jest wypadków, że nawet pieniÄ…dze poÅ‚ykali, aby siÄ™ z nimi nie rozstać przy Å›mierci.
Dlatego Bóg pragnÄ…c zbawiać dusze nasze już tu na ziemi daje cierpienia. Cierpienie jest najdroższym skarbem, jaki może czÅ‚owiek w życiu posiadać.
Ludzie narzekajÄ… na cierpienia. KtoÅ› zachoruje – dajmy na to mÅ‚ody czÅ‚owiek. Natura jego wzdraga siÄ™; on nienawidzi tego cierpienia. ChciaÅ‚by żyć, używać życia. A tu musi leżeć bezczynnie i cierpieć. I nieraz rozpacza na Pana Boga, że Bóg go karze. A nie wie o tym, że Bóg jest Ojcem najlepszym, Ojcem Sprawiedliwym. Bóg przewidziaÅ‚, że ta osoba bÄ™dÄ…c zdrowa poszÅ‚aby na manowce i wpadÅ‚aby w najwiÄ™ksze grzechy. A tu, zÅ‚ożona chorobÄ… jest jakby bezwÅ‚adnÄ…, nic sobie nie może pomóc, zdana na Å‚askÄ™ i nieÅ‚askÄ™ ludzi i cierpi. Nie wie jak wielkim szczęściem jest wÅ‚aÅ›nie to cierpienie, które jej Bóg daÅ‚ w danej chwili. Gdyby osoba ta byÅ‚a zdrowa mogÅ‚aby siÄ™ nawet potÄ™pić przez zÅ‚e życie. Tu zÅ‚ożona cierpieniem oczyszcza siÄ™, bo cierpienie uszlachetnia i to wÅ‚aÅ›nie jest ta Å›mierć jego naturze, jego zmysÅ‚om i przez to cierpienie, przez tÄ™ Å›mierć przeksztaÅ‚ca siÄ™ jak poczwarka – która – zdawaÅ‚oby siÄ™, że nie żyje, a wÅ‚aÅ›nie przez takÄ… Å›mierć pozornÄ… przeobraża siÄ™ w piÄ™knego motyla, który jest lotny i lata sobie swobodnie i zachwyca ludzkie oko swojÄ… piÄ™knoÅ›ciÄ….
Tak i cierpienie. Jest to Å›mierć, która nas przemienia i dusza nasze bÄ™dÄ… przed tym jakby zamarÅ‚a, zmartwychwstaje. WiÄ™c jeżeli pragniemy umierać sobie, wiedzmy o tym zawsze, że po każdym zadanym ciosie naszej naturze dusza nasza staje siÄ™ lotna, jak ten motyl może siÄ™ w znieść w najwiÄ™ksze wyżyny Å›wiÄ™toÅ›ci i ostatnia chwila dla takiej duszy nie bÄ™dzie żadnym lÄ™kiem, ale radoÅ›ciÄ… i dusza ulatujÄ…c z ciaÅ‚a wzleci jak ta ognista kula z najwiÄ™kszÄ… szybkoÅ›ciÄ… rzuci siÄ™ w objÄ™cia Boga i może sobie powiedzieć: „PrzyszÅ‚am od Boga i wróciÅ‚am do Boga”.
WiÄ™c dusze, jeżeli pragniecie wzlecieć z szybkoÅ›ciÄ… takiej kuli ognistej w objÄ™cia Boga umierajcie sobie nie tylko na każdy dzieÅ„, ale na każdÄ… chwilÄ™. We wszystkich okolicznoÅ›ciach – czy to – w cierpieniach, czy w radoÅ›ciach, czy w naszej pracy, czy w naszym życiu z bliźnimi ciÄ…gle miejmy na myÅ›li to, aby umierać sobie. Nasza silna wola niech bÄ™dzie tym narzÄ™dziem morderczym, która bÄ™dzie zabijaÅ‚a w nas to, co jest niedoskonaÅ‚e.
Najtrudniejszym jest współżycie z bliźnimi – czy to bÄ™dzie rodzina, czy ktoÅ› dla nas obcy, zawsze najwiÄ™kszy zysk ma szatan z niezgody ludzkiej. Każdy ma swoje ja i każdy ma swojÄ… racjÄ™. Tak maÅ‚o jest w nas pokory, że nie umiemy przyznać sobie, że wina jest w nas, lecz zdaje siÄ™ nam, że zawsze winien jest, kto inny.
Mąż nie ma wytÅ‚umaczenia dla swojej żony, żona dla męża. Jemu siÄ™ wydaje, że wszystko dobrze robi, a żonie nie – i odwrotnie. A gdyby tak zastanowiÅ‚a siÄ™ jedna osoba i druga i dobrze wglÄ…dnęła w podwórko swojej duszy, to zobaczyliby, jakie tam jest Å›mietnisko błędów i wad. Wtedy nie pilnowaliby cudzego podwórka, tylko staraliby siÄ™, aby w podwórku wÅ‚asnej duszy byÅ‚o czysto. Tak samo rodzice powinni być wyrozumiali dla dzieci, a dzieci powinny też podporzÄ…dkować siÄ™ pod rozkazy rodziców. I tu trzeba znowu dawać ciosy swojej naturze, aż siÄ™ jÄ… zniszczy, zdepce i dopiero na gruzach naszej miÅ‚oÅ›ci wÅ‚asnej, naszego wyniszczenia dusza może żyć życiem Boga i powtarzać te sÅ‚owa: „Å»yć bÄ™dÄ™ w Panu, bo Pan daÅ‚ mi życie”.
I w takiej duszy nie ma piekÄ…cego lata, ani ostrej zimy tylko trwa ciÄ…gÅ‚a wiosna, bo gdzie Bóg żyje w duszy, tam jest radość, tam nie ma ciemnoÅ›ci, tam jest Å›wiatÅ‚o, tam sÄ… kwiaty i woÅ„ dobrych uczynków, które upajajÄ… całą TrójcÄ™ ÅšwiÄ™tÄ… mieszkajÄ…cÄ… w takiej duszy.
Ktoś przeczyta te słowa i pomyśli sobie, że to jest wszystko pięknie powiedziane, ale trudne do praktykowania.
Nie musi taka dusza sobie rozkÅ‚adać tej pracy na jakiÅ› okreÅ›lony termin. Praca ta zaczyna siÄ™ z chwilÄ…, gdy siÄ™ czÅ‚owiek budzi. Od brzasku dnia niech tylko wzniesie siÄ™ myÅ›lÄ… do Boga i ofiaruje Mu wszystkie swoje cierpienia, pracÄ™, naleciaÅ‚oÅ›ci i nawet grzechy swoje i tÄ… niemoc, że bez Å‚aski Bożej nic nie może uczynić, a z Å‚askÄ… Bożą wszystko. Niech sobie nie wyobraża, że musi zaraz w jednym dniu zostać Å›wiÄ™tÄ…. Bo walka z naszymi grzechami i wadami to jest powolne konanie, powolna Å›mierć. Niech zrobi, choć jedno postanowienie, że bÄ™dzie tÄ… walkÄ™ prowadzić z najgÅ‚oÅ›niejszÄ… swojÄ… wadÄ…. Niech jej w ciÄ…gu dnia, choć kilka tylko zada ciosów, niech, choć kilka aktów miÅ‚oÅ›ci powtórzy z proÅ›bÄ… o siłę i moc w walce.
Jeżeli tak jej jeden dzieÅ„ przejdzie, na drugi dzieÅ„ bÄ™dzie lepiej, bÄ™dzie silniejsza do walki, bo Bóg w Swoim Wielkim MiÅ‚osierdziu daje tyle pomocy i tyle Å‚ask, takÄ… skarbnicÄ™ Å‚ask! Å»eby tylko każdy przychodziÅ‚ i braÅ‚. A gdy Bóg zobaczy w duszy jakÄ…Å› iskrÄ™ dobrej woli, to przyjdzie jej z całą pomocÄ…, że bÄ™dzie Sam walczyÅ‚ za niÄ…, gdyż dusza ludzka jest Bogu tak drogocenna, jak drogocenna jest Krew Jego. WiÄ™c aby Jego Krew nie byÅ‚a zdeptana, daje jej wszystkie pomoce, daje jej MatkÄ™ SwojÄ… NiepokalanÄ… za matkÄ™, aby Ona opiekowaÅ‚a siÄ™ duszÄ…, jako najdroższym Swoim dzieciÄ™ciem, aby siÄ™ opiekowaÅ‚a tak duszÄ…, jak siÄ™ Nim opiekowaÅ‚a na ziemi. Daje jej anioÅ‚a – stróża, który stale przy niej jest, Daje natchnienia i broÅ„ przed szatanem, przed zÅ‚ym powiewem i zatruciem jego.
WiÄ™c dusza żadna w godzinÄ™ Å›mierci nie bÄ™dzie mogÅ‚a zarzucić Bogu, że nie przychodziÅ‚ jej z pomocÄ… i Å‚askami i w godzinie rozstania zrozumie, że Bóg jÄ… strzegÅ‚ przez caÅ‚e jej życie i droższÄ… Mu byÅ‚a niż źrenica Oka Jego.
3 IV 1955 r.
Åšmierć sama w sobie jest bardzo piÄ™kna, ale można by zapytać: „Dlaczego tak każdy boi siÄ™ Å›mierci, kiedy ona jest piÄ™kna?” DzieÅ„ Å›mierci jest to dzieÅ„ narodzin, sÄ… to gody, jest to ostatni tryumf duszy, a raczej tryumf Boga, który zwyciężyÅ‚ Å›mierć przez Swoje Zmartwychwstanie, a dusza za Å‚askÄ… Jego zwyciężyÅ‚a również Å›mierć. I tak jak Chrystus zdeptaÅ‚a szatana przez swojÄ… Å›mierć i zmartwychwstanie, tak dusza depce wszystko, co ziemskie, co jÄ… wiąże ze Å›wiatem, ze wszystkim i wszystkimi, których kochaÅ‚a i wydobywa siÄ™ jak motyl z poczwarki, z ciaÅ‚a swego i wzlot jest orli. Szybuje jak orzeÅ‚ wzbijajÄ…c siÄ™ w górÄ™, leci z całą potÄ™gÄ… siÅ‚y jakoby bÅ‚yskawica – szczęśliwa, że wpada w objÄ™cia Stwórcy Swego, w objÄ™cia MiÅ‚oÅ›ci, gdyż stworzona byÅ‚a w miÅ‚oÅ›ci i dla miÅ‚oÅ›ci. Bo Bóg majÄ…cy wszystkie przymioty najwspanialsze, jako Bóg bez poczÄ…tku i bez koÅ„ca, Bóg Wszechmocny, wszechwidzÄ…cy, tzn. wszystkich tych przymiotów, ma tylko jeden przymiot, tj. miÅ‚ość, która wszystkie inne przymioty w sobie zawiera i łączy. A jak Bóg jest miÅ‚oÅ›ciÄ…, a dusza ludzka Jego odbiciem, tak i duszÄ™ ludzkÄ… można nazwać miÅ‚oÅ›ciÄ…, bo dusza ludzka jest tak piÄ™kna i tak wzniosÅ‚a i tak szlachetna, jako odbicie Boga, że nawet pomimo jej upadków pozostaje w niej to zaszczepienie, ten zarodek, którzy otrzymaÅ‚a od Boga MiÅ‚oÅ›ci. I Bóg nigdy nie uważa na grzechy czÅ‚owieka. Grzechy go obrażajÄ… – to prawda. WyrzÄ…dzajÄ… Mu krzywdy, jako najwiÄ™kszemu Majestatowi i Stwórcy. Grzechy zasÅ‚aniajÄ… to Oblicze Boga w duszy ludzkiej. Ale grzechy nigdy nie mogÄ… być przeszkodÄ…, abyÅ›my siÄ™ stali wielkimi Å›wiÄ™tymi, i aby Bóg miaÅ‚ nas odrzucić dla grzechów naszych, bo MiÅ‚osierdzie PaÅ„skie jest tak wielkie, że przechodzi wszelkie pojÄ™cia ludzkie. Bóg stale czeka, z otwartym Sercem z gorÄ…cÄ… miÅ‚oÅ›ciÄ…, aby każdÄ… duszÄ™ przygarnąć do Siebie.
Jego najgorÄ™tszym pragnieniem jest, aby Jego MiÅ‚ość staÅ‚a siÄ™ miÅ‚oÅ›ciÄ… naszÄ…, a nasza miÅ‚ość MiÅ‚oÅ›ciÄ… Jego. Jakby, po ludzku mówiÄ…c, jest taki zaÅ›lepiony w nas, że nie widzi naszej uÅ‚omnoÅ›ci, ale widzi tylko Samego Siebie w duszy naszej, która jest Jego obrazem, maÅ‚o obrazem – która jest Nim
Jest tu coś podobnego jak w miłości ziemskiej:, jeśli się kogoś kocha prawdziwie, to nie patrzy się na jego złe strony, tylko widzi się w nim to, co dobre. Chwyta się jakby iskry dobroci w nim i nie myśli się o tej osobie, że jest zła, ale zawsze powtarza się, że te niedoskonałości, ta złość w nim to nie on. Bo kocha się tylko istotę, tj. przedmiot naszej miłości, tej miłości poniekąd zaślepionej, i stara się nie widzieć nic złego. Broni się go, bo punktem najważniejszym jest miłość, a gdy się kocha nie widzi się nic złego. Przebacza się, bo choćby tą osobę wszyscy potępili to on nie potępi, bo kocha.
Weźmy tylko miÅ‚ość macierzyÅ„skÄ…. Gdyby matka widziaÅ‚a syna na szubienicy czy za zbrodnie jego ona by potÄ™piÅ‚a? Ona nie widzi nic zÅ‚ego. Ona tylko widzi, że to jej syn. Ona widzi w nim dzieciÄ™ swoje z krwi i koÅ›ci jej. Stara siÄ™ uniewinnić go wobec wszelkich zbrodni. Ona ma zawsze do powiedzenia, że on byÅ‚ dobry, bo to jej dzieciÄ™, jej syn. Tak samo i Bóg. Nie uważa na nasze grzechy, na nasze zbrodnie, ale zawsze patrzy na to, że to jest Jego stworzenie, Jego dzieciÄ™, Jego syn i Swoje Ojcostwo rozpoznaje w nim.
A zresztÄ…, czyż niepowiedziane jest: „Azali nie wiecie, żeÅ›cie synami Bożymi, a Bóg mieszka w was?”
Dusze zbłąkane, dusze, które nosicie piÄ™tno grzechu na czole waszym, którym zdaje siÄ™, że Bóg odrzuciÅ‚ was dla grzechu waszych, że nie jesteÅ›cie godnymi zwać siÄ™ synami Bożymi. Nie lÄ™kajcie siÄ™! Wierzcie w MiÅ‚osierdzie Boga, Ojca waszego, bo MiÅ‚osierdzie PaÅ„skie jest wiÄ™ksze niż nieprawość wasza! Choćby grzechy wasze byÅ‚y jak karmazyn, nie lÄ™kajcie siÄ™, ale ufajcie! Bo kto ufa, ten zbawion bÄ™dzie.
Nie lÄ™kajcie siÄ™ życia, ale pamiÄ™tajcie, że ziemia jest padoÅ‚em pÅ‚aczu. Trwajcie silnie przy Bogu. Miejcie wiarÄ™ i choćby droga waszego życia byÅ‚a zasÅ‚ana cierniami, to wiedźcie, że Bóg jest Ojcem waszym, że troszczy siÄ™ wiÄ™cej o was, niż matka o dzieci swoje.
Nie lÄ™kajcie siÄ™ cierpieÅ„, bo cierpienie jest najwiÄ™kszÄ… Å‚askÄ…, jakÄ… Bóg mógÅ‚ dać czÅ‚owiekowi na ziemi. Przez cierpienie dusza siÄ™ oczyszcza, uszlachetnia. Kto cierpi ten jest najbliższym i najmilszym dzieciÄ™ciem Syna Bożego. Uważajcie cierpienia, jako najwiÄ™kszÄ… Å‚askÄ™ po chrzcie Å›wiÄ™tym.
Nie wyszukujcie sobie sami cierpieÅ„, bo nie wiecie czy im podoÅ‚acie, ale gdy Bóg zeÅ›le na was cierpienia pragnijcie je ukochać. MiÅ‚ość w cierpieniu jest najkrótszÄ… drogÄ… do Å›wiÄ™toÅ›ci – do nieba. ZresztÄ…, kto prawdziwie kocha, ten już nie cierpi, bo miÅ‚ość mu wszystko osÅ‚adza.
JeÅ›li siÄ™ prawdziwie kocha, dla tej ukochanej osoby – istoty znosi siÄ™ wszystko z miÅ‚oÅ›ciÄ…, a nawet z radoÅ›ciÄ…. Gdy ukochacie cierpienia dojdziecie do takiej radoÅ›ci i szczęśliwoÅ›ci ducha, że bÄ™dziecie powtarzać: „rozkoszÄ… dla mnie jest to, że mogÄ™ cierpieć”. Dojdziecie do takiego zjednoczenia z Bogiem i do takiej szczęśliwoÅ›ci, że nie oddalibyÅ›cie jednej sekundy cierpienia za wszystkie skarby i rozkosze ziemskie. Kochajcie cierpienie, a życie wasze stanie siÄ™ pieÅ›niÄ… aż do ostatniej waszej godziny.
JeÅ›li ukochacie cierpienie, nie bÄ™dziecie siÄ™ lÄ™kać Å›mierci. W ostatniej godzinie życia waszego bÄ™dziecie tylko myÅ›leć o tym, że Å›mierć nie jest tylko jakimÅ› rozłączeniem, ale przeciwnie, że Å›mierć to jest złączenie duszy naszej z MiÅ‚oÅ›ciÄ… PrzedwiecznÄ…, w której dusza nasza raduje siÄ™ i weseli, jest szczęśliwa szczęśliwoÅ›ciÄ… Boga. Ta sama myÅ›l, że już nigdy nie rozłączy siÄ™ z przedmiotem swojej miÅ‚oÅ›ci, ta myÅ›l to bÄ™dzie jeden zachwyt, to bÄ™dzie uÅ›cisk nigdy nierozerwalnej miÅ‚oÅ›ci. Wtedy wszystko zniknie, a bÄ™dzie tylko akord najpiÄ™kniejszej muzyki, bÄ™dzie to pieśń nieprzerwana, bÄ™dzie to sÅ‚oÅ„ce nigdy niegasnÄ…ce, bÄ™dzie to zjednoczenie MiÅ‚oÅ›ci Przedwiecznej z miÅ‚oÅ›ciÄ… naszÄ….
8 VIII 1955 r.
Powiecie takie szczęście i taka radość, a dlaczego każdy boi się śmierci?
BojÄ… siÄ™ Å›mierci ci, którzy nigdy nie umierali sobie. Å»yli w ciÄ…gÅ‚ej przyziemnej rozkoszy, przywiÄ…zani do życia, przywiÄ…zani do dóbr materialnych, przywiÄ…zani do siebie samych. Nigdy nie umieli zaprzeć siÄ™ siebie, umrzeć sobie, swojej naturze, swoim skÅ‚onnoÅ›ciom. Bóg nie byÅ‚ nigdy przedmiotem ich miÅ‚oÅ›ci. MiÅ‚oÅ›ciÄ… byÅ‚o ich ciaÅ‚o. Zżyli siÄ™ z tymi dobrami, zżyli siÄ™ z doczesnoÅ›ciÄ…, z dobrami materialnymi. Ich Bóg to pieniÄ…dze, ciaÅ‚o ich i rozkosze ziemskie. Nie rozumieli tego, że aby dostÄ…pić miÅ‚osierdzia i z radoÅ›ciÄ… czekać na rozstanie siÄ™ z tym życiem, trzeba byÅ‚o kochać, cierpieć i być miÅ‚osiernym.
Te sprawy były dalekie od nich. Oni uważali ziemię za raj i używanie życia. Nie wiedzieli o tym, że aby być kochanym, trzeba kochać. Aby dostąpić miłosierdzia trzeba być miłosiernym. Na wszystko mieli pieniądz, na wszystkie dogadzania swojemu ciału. Byli egoistami, ugrzęźli w dobrobycie jak w bagnie.
Nigdy im nie przyszÅ‚o na myÅ›l, ile jest nÄ™dzy na Å›wiecie i ile można otrzeć Å‚ez przez miÅ‚osierdzie, gdyby, choć w jednej części odmówili dogadzania sobie. Takim duszom, jeÅ›li siÄ™ nie nawrócÄ… i nie stanÄ… siÄ™ miÅ‚osiernymi, nie może Pan Jezus powiedzieć w ostatniÄ… ich chwilÄ™: „Pójdźcie bÅ‚ogosÅ‚awieni miÅ‚osierni, albowiem miÅ‚osierdzia dostÄ…picie.”
Pewnie, jeżeli wyspowiadają się w ostatniej chwili, nie mogą być potępieni, bo Miłosierdzie Boże jest wielkie. Ale nie może miłosierny Pan być ich zapłatą i zakryć ich grzechy uczynkami miłosiernymi, bo ich nie mieli.
Jest powiedziane, że Å‚atwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogaczowi wejść do Królestwa Niebieskiego.
WiÄ™c dla nich godzina Å›mierci nie bÄ™dzie radoÅ›ciÄ…, ale bÄ™dzie lÄ™kiem. A jednak gdyby byli miÅ‚osierni, jakże Å‚atwo i sÅ‚odko by umierali, bez lÄ™ku, bo sÅ‚owa Pana Jezusa „ByÅ‚em gÅ‚odny, nakarmiliÅ›cie Mnie, byÅ‚em chory, odwiedziliÅ›cie Mnie”, byÅ‚em jak piÄ™kna melodia, koÅ‚yszÄ…ca do snu wiecznego. JeÅ›li kto chce mieć tÄ… radość w chwili skonania, musi mieć miÅ‚osierdzie – miÅ‚osierne uczynki.
MiÅ‚osierne uczynki, to jest moneta najcenniejsza, za którÄ… można sobie kupić wieczność. Gdyby ludzie wiedzieli jak każdy grosz oddany gÅ‚odnemu jest cenny przed Obliczem PaÅ„skim. Jakżeby byli chciwi kupować sobie za drobnÄ… rzecz takie wielkie szczęście jak wieczność. Ale ludzie idÄ… przez życie i nie myÅ›lÄ… o tym.
Biedny, chory, Å›lepy, to dla nich jest jakby niepotrzebnÄ… istotÄ… na ziemi. Omija siÄ™ ich jak omija siÄ™ kamienice, ogrody, ulice, aby przejść. Nie pomyÅ›li siÄ™ o tym, że otarcie Å‚ez sierocie lub wdowie to jest skarb, za który kupuje siÄ™ niebo.
Biedne takie dusze! Jak dÅ‚ugo bÄ™dÄ… musiaÅ‚y cierpieć w wiÄ™zieniu czyśćcowym, aby przez miÅ‚osierne uczynki innych i modlitwy mogÅ‚y być wybawione, gdyż same nic sobie pomóc nie mogÄ…, a poszÅ‚y z pustymi rÄ™kami.
Może ktoÅ› powiedzieć: „Ja sam jestem biedny, mam rodzinÄ™ i tyle wydatków i obowiÄ…zków.” SÅ‚owa takie może powiedzieć ten, który nie wie o tym, że to go nie usprawiedliwia. Nie potrzeba dawać wielkich rzeczy, jeżeli siÄ™ nie ma; nich każdy daje tyle ile może. JeÅ›li jest biedny niech da ten „grosz wdowi”, ale niech da z serca. Dar jego bÄ™dzie wiÄ™kszej wartoÅ›ci, niż tego, który daÅ‚ wiele z bogactwa swego, bo Pan nie patrzy na ofiarÄ™, ale na serce dajÄ…cego. Å»eby każdy chciaÅ‚ zrozumieć te sÅ‚owa, nie byÅ‚oby nÄ™dzy na Å›wiecie. Bo ten, który może dać wiele, daÅ‚by wiele, a ten, który posiada mniej niechby daÅ‚ mniej. A wtedy można by ich porównać z pierwszymi chrzeÅ›cijanami, którzy dawali, co mogli; życie ich byÅ‚o wspólne, peÅ‚ne radoÅ›ci i pokoju. I wtedy by można o nas powiedzieć jak o pierwszych chrzeÅ›cijanach – „Patrzcie, jak oni siÄ™ miÅ‚ujÄ…”.
ZresztÄ… nie potrzeba tu nawet dawać dóbr doczesnych. JeÅ›li siÄ™ ich nie posiada, dać jaÅ‚mużnÄ™ modlitwy, dać uÅ›miech dobroci, dać jakÄ…Å› pomoc choremu, dać opiekÄ™ i dobre sÅ‚owo, które jest bardzo zasÅ‚ugujÄ…ce na niebo i bardzo miÅ‚e Bogu. I niech każdy wie o tym, że Bóg jest tak hojny, że za najmniejszÄ… drobnostkÄ™ nie stokroć, ale milion-kroć nagradza.
Choćby sama radość, że spełniło się coś dobrego już jest wielką satysfakcją. Większa radość jest dawać niż odbierać.
22 V 1955 r.
Kochać Boga, kochać bliźnich, to jest najpierwsze przykazanie. Ten, kto to zrozumiaÅ‚, gdy przejdzie przez życie czyniÄ…c dobrze, wypeÅ‚niÅ‚ wszystko. KochaÅ‚ Boga, kochaÅ‚ bliźniego. Jaka miÅ‚ość taka Å›mierć. Już Å›w. Jan od Krzyża powiedziaÅ‚: „W ostatni wieczór sÄ…dzony bÄ™dÄ™ z miÅ‚oÅ›ci.” To znaczy: jak siÄ™ kochaÅ‚o tu na ziemi bliźnich taki bÄ™dzie sÄ…d.
Kto kochaÅ‚ i szedÅ‚ przez życie czyniÄ…c dobrze, ten nie bÄ™dzie sÄ…dzony, bo miÅ‚ość, zakrywa mnóstwo grzechów.
Każdy, kto kocha żyje w radoÅ›ci i nie ma lÄ™ku. On wie skÄ…d przyszedÅ‚ i dokÄ…d dąży. PrzyszedÅ‚ od Boga – MiÅ‚oÅ›ci i wraca do Niego. WiÄ™c dusze, które pragniecie w godzinÄ™ Å›mierci zasnąć w objÄ™ciach MiÅ‚oÅ›ci Boga, kochajcie! Åšmierć nie bÄ™dzie wam lÄ™kiem ani trwogÄ…. Åšmierć wasza bÄ™dzie zaÅ›niÄ™ciem na Sercu Boga. Przebudzicie siÄ™ spoczywajÄ…c na tym samym Sercu, ale już w wielkiej Å›wiatÅ‚oÅ›ci, w wielkiej miÅ‚oÅ›ci i miÅ‚oÅ›ci waszej i radoÅ›ci waszej nie bÄ™dzie koÅ„ca.
Wszystkim siÄ™ zdaje, że Å›mierć jest straszna, a Å›mierć nie jest straszna – Å›mierć jest radoÅ›ciÄ…!
Åšmierć jest spotkaniem z najwiÄ™kszÄ… MiÅ‚oÅ›ciÄ…, Å›mierć jest przyjÅ›ciem do domu Ojca i Å›mierć jest spotkaniem ze wszystkimi, których kochamy. Spotkaniem z MatkÄ… NajÅ›wiÄ™tszÄ…, spotkanie ze ÅšwiÄ™tami, którzy byli naszymi przyjacióÅ‚mi i braćmi. Åšmierć jest spotkaniem z naszymi najdroższymi, którzy nie umarli, ale żyjÄ… w wielkiej Å›wiatÅ‚oÅ›ci. Którzy najdroższymi, którzy nie umarli, ale żyjÄ… w wielkiej Å›wiatÅ‚oÅ›ci. Którzy pomagali nam tu na ziemi, pocieszali, a teraz w najwiÄ™kszym szczęściu bÄ™dziemy razem radować siÄ™ w caÅ‚ej Trójcy ÅšwiÄ™tej i dziÄ™kować Bogu za wszystkie Å‚aski, a przede wszystkim za Å‚askÄ™ cierpienia, za Å‚askÄ™ miÅ‚oÅ›ci Boga i bliźnich, za to, że mogliÅ›my speÅ‚niać dobre uczynki i za tÄ… chwilÄ™ życia zdobyć tak, wielkie szczęście, jakim jest wieczność.
Niech nikt nie myÅ›li – jak to czÄ™sto siÄ™ sÅ‚yszy – „ach tam nic nie ma!” Tak może mówić ten, który ma umysÅ‚ ograniczony, bo ma tyle dowodów i znajduje w naszej wierze katolickiej potwierdzenie na każdym kroku wielu cudami prawdziwoÅ›ci istnienia Boga i życia pozagrobowego.
Å»e tam nie ma nic, mogÄ… tylko mówić ci, którzy przez zÅ‚e życie zatracili wiarÄ™ i nie chcÄ… im siÄ™ ani modlić, ani pracować nad sobÄ… ani praktykować życia katolickiego, zagÅ‚uszajÄ… swoje sumienie tymi sÅ‚owy: „ach tam nic nie ma i nie warto siÄ™ trudzić i ubiegać o to szczęście wieczne.”
O Å›lepi i bezrozumni! Jak wielkiej litoÅ›ci sÄ… godni. Niech wejdÄ… w wÅ‚asne sumienie i zwrócÄ… wzrok w stronÄ™ Boga proszÄ…c o Å‚askÄ™, aby zaćma z ich oczu zniknęła, niech proszÄ… o Å›wiatÅ‚o Ducha ÅšwiÄ™tego, aby przejrzeli i niech bÅ‚agajÄ… NiepokalanÄ… DziewicÄ™ i MatkÄ™ i KrólowÄ… Nieba i ziemi, aby zachowaÅ‚a ich od tej nie miary, aby w godzinÄ™ ich Å›mierci Bóg mógÅ‚ ich zastać, aby w godzinÄ™ ich Å›mierci Bóg miaÅ‚ ich zastać z lampami gorejÄ…cymi wiary i żeby nie musiaÅ‚ Pan i Bóg WszechmogÄ…cy wypowiedzieć te straszne sÅ‚owa: „Biada wam, nie znam was” jak powiedziaÅ‚ piÄ™ciu niemÄ…drym pannom, które nie miaÅ‚y zapalonych lamp wiary przez gnuÅ›ność i lenistwo.
Niech ci, co sÄ… w tym Å›nie i zaÅ›lepieni, bÅ‚agajÄ… Boga o Å›wiatÅ‚o wiary, bo życie to chwila, to nocleg, który jest nieraz w piÄ™knej gospodzie, a czasem jest w cierpieniu niewygody. W każdym razie wszystko siÄ™ koÅ„czy i czas ucieka, wszystko umiera, jedynie miÅ‚ość nie gaÅ›nie, a Bóg trwa wiecznie. O bÅ‚ogosÅ‚awieni ci, którzy te sÅ‚owa rozumiejÄ… i bÅ‚ogosÅ‚awieni, którzy zasypiajÄ… w Panu. O jakąż radoÅ›ciÄ… bÄ™dzie ich przebudzenie w dniu, gdzie sÅ‚oÅ„ce nie zachodzi a gwiazdy nie gasnÄ….
BÅ‚ogosÅ‚awiony ten, który rozumie te sÅ‚owa, a jeÅ›li stoi nad przepaÅ›ciÄ… niewiary, omotany w błędy obecnych pojęć Å›wiata, siedzi jak w sieci pajÄ™czej nie tylko sam uwikÅ‚any w faÅ‚szywe pojÄ™cia, ale jeszcze rozrzuca jad i truciznÄ™ w dusze mÅ‚odociane, w dusze niewinne, które chodzÄ… w sÅ‚oÅ„cu miÅ‚oÅ›ci Bożej.
Niech siÄ™ zatrzymajÄ… na swej drodze zÅ‚ej, aby nie usÅ‚yszeli w godzinie Å›mierci tych sÅ‚ów Bożych: „Biedni Å›wiatu dla zgorszenia, bo kto by zgorszyÅ‚ jednego z maluczkich, lepiej by mu byÅ‚o, gdyby mu zawieszono kamieÅ„ mÅ‚yÅ„ski na szyi i wrzucono do głębokoÅ›ci morskich.”
O mÄ™drcy tego Å›wiata, filozofie błędnej drogi waszej! Analizujecie wszystko, Boga, wypaczacie umysÅ‚y drugim, tym maluczkim. Lepiej analizujcie wÅ‚asnÄ… duszÄ™ odartÄ… z najwiÄ™kszej Å‚aski, jakÄ… wam Bóg daÅ‚ i daje tj. wiary! Zanalizujcie wasze wÅ‚asne błędy i winy i w Å›lepocie waszej bÅ‚agajcie o Å›wiatÅ‚o Ducha ÅšwiÄ™tego, aby wam przyszedÅ‚ z pomocÄ… i zaÅ›wieciÅ‚ wam sÅ‚oÅ„cem Å›wiatÅ‚oÅ›ci i wiary i wysuszyÅ‚ bagna i trzÄ™sawiska duszy waszej, aby dusza staÅ‚a siÄ™ ziemiÄ… podatnÄ… na Å‚askÄ™ Jego – aby rzucajÄ…c ziarna w rolÄ™ waszych serc plon Å‚aski Jego byÅ‚ obfity.
Nie igrajcie z ogniem, nie naigrywajcie siÄ™ z Boga, nie myÅ›lcie, że wszelkie przykazania i przepisy KoÅ›cioÅ‚a wymyÅ›lili kapÅ‚ani, którzy sami sÄ… grzeszni. Pan Jezus powiedziaÅ‚: „SÅ‚uchajcie tego, co wam gÅ‚oszÄ…, ale wedÅ‚ug uczynków ich nie czyÅ„cie”. I oni sÄ… takimi ludźmi jak my wszyscy. ZresztÄ… przed sÄ…dem Bożym nie bÄ™dziemy odpowiadać za ich uczynki, tylko za swoje wÅ‚asne.
A wiÄ™c nie kapÅ‚ani wymyÅ›lili przykazania Boże, ale jak już powiedziane, Bóg, który nas stworzyÅ‚ na obraz i podobieÅ„stwo Swoje żąda tego od nas, abyÅ›my sÅ‚uchali, a kapÅ‚ani Jego prowadzÄ… nas w duchu Jego i w prawdzie.
Dusze!, które macie, choć iskierkÄ™ wiary, nie lekceważcie sobie Boga. Bo Bóg jest wielce miÅ‚osierny, ale i sprawiedliwość Jego jest wielka. Daje nam wszystko i zÅ‚ożyÅ‚ życie Swoje w najwiÄ™kszej mÄ™czarni aż do ostatniej kropli krwi dla zbawienia naszych dusz.
Nie mówcie, że to wszystko, co siÄ™ w Å›wiecie dzieje to tylko natura, nie myÅ›lcie, że duszy nie ma. Nie myÅ›lcie, że Bóg jest jakÄ…Å› istotÄ… bezsilnÄ…, że gdy grzęźniecie w grzechach waszych potraficie w sobie zagÅ‚uszyć wasze sumienie powtarzajÄ…c te sÅ‚owa: „to wszystko jest tylko zÅ‚udzeniem.”
Wierzcie, że jest Bóg, że jest dusza, że jest wieczność, że jest niebo, że jest czyÅ›ciec, że jest piekÅ‚o. Powtarzam wam jeszcze raz, abyÅ›cie nie ocknÄ™li siÄ™ za późno z waszego letargu, bo żyjecie, a jesteÅ›cie umarli.
Dla tych, którzy lekceważą sobie to wszystko, co Bóg objawiÅ‚ i co KoÅ›cióÅ‚ podaje do wierzenia Å›mierć jest straszna i lÄ™k takiej duszy odartej z wszystkiego, w godzinie Å›mierci jest okropny. Nie myÅ›lcie, że to wszystko wam nie stanie przed oczyma. Wszystko bÄ™dzie jeszcze przez wyrzuty sumienia powiÄ™kszone, a szatan, któremu sÅ‚użycie z takÄ… wiernoÅ›ciÄ…, na pewno przyjdzie doprowadzić was do rozpaczy. Wy, którzy stoicie nad przepaÅ›ciÄ… piekÅ‚a zwróćcie wzrok wasz w stronÄ™ Boga MiÅ‚osiernego, patrzcie siÄ™ w źrenicÄ™ MiÅ‚oÅ›ci Przedwiecznej, która stworzyÅ‚a was z miÅ‚oÅ›ci i dla miÅ‚oÅ›ci. BÅ‚agajcie Boga MiÅ‚oÅ›ci i MiÅ‚osierdzia powtarzajÄ…c te sÅ‚owa: „O Jezu przez TwÄ… bolesnÄ… MÄ™kÄ™, przez Å›mierć TwojÄ…, przez wszystkie rany Twoje, zmiÅ‚uj siÄ™ nad nami. Daj nam czas do opamiÄ™tania. Daj na Å‚zy pokuty, daj żal i skruchÄ™ i to mocne postanowienie: kochać CiÄ™, wierzyć w Ciebie i ufać Tobie.”
JeÅ›li z takÄ… miÅ‚oÅ›ciÄ… zwrócicie siÄ™ do Krwi Chrystusowej i Ran Jego, to powiadam wam w imiÄ™ Krwi Chrystusowej, MÄ™ki Jego i MiÅ‚oÅ›ci, że wasze stanie siÄ™ niebem na ziemi, bÄ™dziecie żyć w pokoju i bÄ™dziecie nazywać pieÅ›niami miÅ‚oÅ›ci ustawy, tj. przykazania Boże, wszelkie przepisy KoÅ›cioÅ‚a na drodze pielgrzymowania waszego.
Nie bÄ™dziecie siÄ™ lÄ™kać Å›mierci, ale bÄ™dziecie z radoÅ›ciÄ… czekać tych godów weselnych i w godzinÄ™ Å›mierci waszej przyjdzie Pan po sÅ‚ugÄ™ Swego, który czuwa na każdy dzieÅ„ im wielbi Go – z MatkÄ… SwojÄ… NiepokalanÄ…, którÄ… kochajcie i wzywajcie czÄ™sto tymi sÅ‚owy: O Matko Niepokalana módl siÄ™ za nami teraz a przede wszystkim w godzinie Å›mierci naszej.
Ta Matka Niepokalana bÄ™dzie wam OrÄ™downiczkÄ…, bÄ™dzie waszÄ… obronÄ…, bÄ™dzie wam dopomagać w walce waszej i nie dopuÅ›ci, aby dzieciÄ™ Jej odkupione KrwiÄ… Syna Jej miaÅ‚o pójść na zatracenie.
Ten Pan – Bóg peÅ‚en miÅ‚oÅ›ci i miÅ‚osierdzia przyjdzie po was z caÅ‚ym niebem, z orszakiem wszystkich Å›wiÄ™tych dusz. Tam zobaczycie wszystkich swoich najukochaÅ„szych, gdyż osobowoÅ›ci tam siÄ™ nie zatraca. BÄ™dziemy widzieć wszystkich tak jak na ziemi widzieliÅ›my siÄ™ i bÄ™dziemy siÄ™ cieszyć jednÄ… radoÅ›ciÄ… i kochać wielkÄ… miÅ‚oÅ›ciÄ… Przedwiecznej MiÅ‚oÅ›ci i wychwalać Jego miÅ‚ość i miÅ‚osierdzie i w radoÅ›ci tej pogrążeni bÄ™dziemy bez koÅ„ca.
A wiÄ™c czuwajmy, aby nas Pan zastaÅ‚ gotowych w każdej chwili naszego życia. Umierajmy ciÄ…gle w Panu, bo bÅ‚ogosÅ‚awieni, którzy w Panu umierajÄ… to znaczy – jak już powiedziane – umierać sobie, umierać naszej zÅ‚ej naturze, zabijać wszystkie nasze zÅ‚e – grzeszne naÅ‚ogi, wydać walkÄ™ ciaÅ‚u, Å›wiatu i diabÅ‚u na Å›mierć i życie.
„Wojowaniem jest żywot czÅ‚owieka.” „Kto nie walczy ten nie jest zwyciÄ™zcÄ….” Walczymy nie opierajÄ…c siÄ™ na sobie, ale opierajÄ…c siÄ™ na Bogu, który jest Panem posilenia i mocy. Prosimy Go, aby byÅ‚ mocÄ… mocy naszej, Å›wiatÅ‚oÅ›ciÄ… Å›wiatÅ‚oÅ›ci naszej, miÅ‚oÅ›ciÄ… miÅ‚oÅ›ci naszej i zwyciÄ™zcÄ… zwyciÄ™stwa naszego.
I tak, gdy bÄ™dziemy walczyć, Bóg na pewno przyjdzie nam z pomocÄ…, da nam w rÄ™kÄ™ miecz Swój i sztandar zwyciÄ™stwa. Miecz Swój do walki, tzn. moc SwojÄ… i sztandar zwyciÄ™stwa. WiÄ™c chroÅ„my siÄ™ w Jego Sercu i w Sercu Niepokalanej Matki Dziewicy, która skruszyÅ‚a lwa piekielnego.
Jej rolÄ… jest wydobywać dusze z paszczy lwa piekielnego, dusze odkupione KrwiÄ…, MÄ™kÄ… i ÅšmierciÄ… Jej Syna i odkupione mÄ™kÄ… i konaniem Jej Serca i wszystkim cierpieniem i wszelkÄ… boleÅ›ciÄ…, którÄ… wycierpiaÅ‚a na ziemi.
Najlepszym lekarstwem na dobrÄ… Å›mierć jest miÅ‚ość. Kto żyje w Bogu – Bóg żyje w nim. JeÅ›li Bóg żyje w nim, to dusza nie umiera, żyje – a bÅ‚ogosÅ‚awieni, którzy umierajÄ… w Panu.
Dusza, która kocha i żyje w Bogu, ta umiera sobie; wszystkim swoim namiÄ™tnoÅ›ciÄ…, wszystkim swoim zÅ‚oÅ›ciom. Już tu na ziemi żyje w szczęśliwoÅ›ci wiecznej, bo żyje w Bogu. Åšmierć dla niej jest radoÅ›ciÄ…, Å›mierć dla niej jest najÅ›ciÅ›lejszym zjednoczeniem z PrzedwiecznÄ… MiÅ‚oÅ›ciÄ…. UmarÅ‚a Å›wiatu, a żyje w Panu i żyć bÄ™dzie wiecznie zatopiona w Przedwiecznej MiÅ‚oÅ›ci. Stanie siÄ™ wiecznÄ… tak jak Bóg jest wieczny, bo dusza nie umiera. Dla takiej duszy Å›mierć jest wielkÄ… radoÅ›ciÄ…, Å›mierć jest jakoby pocaÅ‚unkiem MiÅ‚oÅ›ci Przedwiecznej. Å»yÅ‚a tu w uÅ›cisku miÅ‚oÅ›ci nigdy niegasnÄ…cej, w tym uÅ›cisku i pocaÅ‚unku miÅ‚oÅ›ci zabiera jÄ… Przedwieczna MiÅ‚ość i staje siÄ™ jedno wielkie zjednoczenie Stwórcy z Jego stworzeniem, a stworzenie ze swoim StwórcÄ…. I tak dusza może Å›piewać w ostatniej swojej chwili wielkÄ… i radosnÄ… pieśń „Magnificat”: „Wielbi dusza moja Pana, bo rozradowaÅ‚ siÄ™ duch mój w Zbawicielu moim. UczyniÅ‚ mi wielkie rzeczy, bo dobry jest” i może powtarzać z NiepokalanÄ… DziewicÄ… „I odtÄ…d bÅ‚ogosÅ‚awionÄ… nazywać mnie bÄ™dÄ…”. Bo bÅ‚ogosÅ‚awieni sÄ… ci, którzy umierajÄ… w Panu.
2. X. 1955 r.
Odpisu dokonano dn. 6.12.1971 r.
Za zgodność + Genowefa Mądra
powrót
